"Wynurzając się z ciemności, wiem, że czeka mnie jeszcze większa ciemność. Odległy księżycu, ześlij mi światło znad górskich szczytów"
- Izumi Shikibu
Dziś angielski kubek zaszczyca aromatyczna kawa z cynamonem. Przynajmniej kubek jest szczęśliwy, że może mieścić tak wyrafinowany napitek. Bo mnie wszystko wydaje się szare i nawet to piękne, błękitne niebo mnie nie cieszy. Dlaczego? Bo nie mam kontroli nad moim losem. I gdybym mogła zamieścić tu jakieś odgłosy to znalazłby się tu mój gorzki płacz, którego chyba jeszcze nikt z was nie widział i taki prosty acz głęboki w swej prostocie jęk. Może na co dzień nie widać, że chętnie zrzuciłabym się z mostu, bo jakoś próbuję to ukryć. Bo nie mam kotwicy, która by mnie trzymała na krawędzi i nie pozwalała spaść w dół. I serce mi krwawi kiedy widzę, że M. jest smutna a K. ma weltshmerz. I czuję bezsilność, bo nie mogę pomóc O. A bardzo bym chciała. I nie mówcie, że życie jest piękne albo życiowe, bo życie jest gówniane i dupne. Płacz przeplata się z zazdrością, a złość z rozpaczą. I boli mnie, że niektórzy nie zauważają jak nieświadomie można kogoś zranić. Dobre, ciepłe słowa też się skończyły. Wraz z nastaniem wiosny w życiu czuję pustkę i zimę w sercu. Wiem, że to nudne. Kilka notek pod rząd o płaczu. Ale łzy mnie fascynują. Bo później robi się lżej. I za każdym razem inaczej smakują. Raz są słone a raz gorzkie albo zaprawione ulotnymi nadziejami. I chociaż mam ochotę zatopić się w niebycie i choć raz być komuś potrzebną to te marzenia leżą sobie cichutko gdzieś tam na samym dnie mojej dziwnej i nieprzebytej jak puszcza amazońska duszy i czekają. Czekają, aż przyjedzie rycerz w lśniącej zbroi, na białym koniu i je uwolni. I sprawi, że noce nie będą już tak straszne, a dnie rozświetli słońce. Chociaż ludzie mnie lekceważą i nie zadają sobie trudu by mnie naprawdę poznać to chcę mieć tą nadzieję, ze może kiedyś... Tak, wszystko będę odkładać na kiedyś. To magiczne słowo sprawia, ze wszystko staje się łatwiejsze. I złudne.
Na placu Zbawiciela pomarszczone kwiaciarki sprzedają różnobarwne, kolorowe tulipany, irysy, róże, nasturcje, bratki. To znak, że wiosna na dobre zagościła w parkach i na ulicach. I tylko ten widok czyni tę moją szarą rzeczywistość trochę barwniejszą. Chciałabym kiedyś dostać taki pęk czerwonych róż albo różowych czy żółtych tulipanów. Patetyczne, ograne, powiecie? Wcale nie. Kwiaty wyrażają czasem więcej niż się wydaje.
Boże, tak bardzo brakuje mi zrozumienia. Czy mogę Cię prosić, żebyś mi zesłał kogoś, kto mnie zrozumie?
There's no earthly way of knowing what was in your heart when it stopped going. The whole world shook. A storm was blowing through you.
11 kwietnia 2005
Darkness... within...
09 kwietnia 2005
Fabulous...
- Jesteś taka nudna!
- Co takiego?
- Powiedziałam, że jesteś nudna.
-Spójrz na siebie!
-Jesteś smutna. Znowu!
-Jesteś jak wielka, czarna dziura.
- Wybacz, ale ja...
- Fefe zawsze mówił, "Żale to strata czasu. To przeszłość, która wyniszcza w teraźniejszości."
- Dopiero co tu przyszłam. Ledwo weszłam w drzwi.
- Jak możesz być szczęśliwa, jeśli sama się pogrążasz?
-Posłuchaj, kiedy byłam małą dziewczynką, godzinami szukałam biedronek.
-W końcu jednak poddawałam się i zasypiałam na trawie.
-Kiedy się budziłam, wszędzie ich było pełno.
- No i?
- Więc idź, popracuj i zapomnij o wszystkim.
***
W moim niebieskim pokoju, na biurku stoi angielski kubek na którym w bramie Hyde Parku kłaniają się sobie dwaj dżentelmeni. W tle widać majestatycznego Big Bena. Kiedyś tam pojadę. I zobaczę wszystkie te cuda. W kubku znajduje się aromatyczna, gorąca herbata earl grey, która wypełnia mnie cudownym ciepłem. Chociaż mój ulubiony kawałek nieba zasłoniły szare chmury to leciutki wietrzyk, który porusza splątane pasemka moich włosów, jest obietnicą pięknej, słonecznej pogody. Takiej jak w lecie, na mojej ulubionej wsi mazowieckiej gdzie niebo jest tak błękitne, że od patrzenia na nie bolą oczy a jabłka, zrywane prosto z drzewa, pachną zabawą i śmiechem. I gdzie truskawki są krwisto czerwone a słoneczniki złote. Do budki znowu zawitała rodzina sikorek. Znowu będą mnie budzić tym swoim szczebiotaniem. Ze zdjęcia w starodawnej ramce uśmiecha się jakaś dziewczynka. W gruncie rzeczy, niemowlę. Na drugiej fotografii stoi mała, nieporadna. Ale też się uśmiecha. Widać ma z czego. Bonsai przeżywa właśnie swoją wiosnę. Już niedługo zrzuci liście i do jego doniczki zawita jesień. Z antyramek w drugim końcu pokoju dyskretnie uśmiechają się gejsze. A stado pingwinów właśnie wyrusza w podróż. Wszystko to jest świadkiem mojego życia. Czasem łez, czasem szczęścia. I choć od pewnego czasu świat sprzysiągł się z kimś przeciw mnie, a mnie bolą niektóre słowa i gesty to gejsze będą się zawsze dyskretnie uśmiechać, o ile ich nie zdejmę a mała dziewczynka ze zdjęcia dalej będzie się śmiać. Tylko ta duża dziewczynka czasem będzie wierzchem dłoni ocierać pojedynczą łzę spływającą po policzku.
08 kwietnia 2005
Cogito ergo doleo...
Gdybym miała powiedzieć co mi leży na sercu to chyba nie zmieściłoby się to tutaj. Od wczoraj świat bombarduje mnie tyloma emocjami, że jeżeli czegoś nie napiszę to moje ego, id i superego pękną. I nic już nie zostanie. Może to i dobrze. Ostatnimi czasy świat i ja staramy się raczej unikać. Ktoś tak kiedyś powiedział. Już nie pamiętam. Ale to określenie dobrze do obecnego stanu mojej duszy pasuje. Tak. Ja wewnętrzne i ja zewnętrzne to dwie inne osoby. A może tylko mi się wydaje. Może tylko sobie wmawiam, że wewnątrz jestem piękna, inteligentna, charyzmatyczna, dowcipna...a na zewnątrz... no tak, niskie poczucie własnej wartości, które trzeba sztucznie powstrzymywać przy życiu...powtarzam się. To chyba jakaś pułapka. Labirynt. Bo gdzieś już to widziałam. Chyba dosyć blisko mnie. Mojego serca. Nie jestem...no właśnie jaka? Nie wiem jaka jestem. A zastanawianie się nad tym jest zbyt niebezpieczne by się w to pogrążać.
Gdybym miała pomyśleć o przyszłości to zobaczyłabym dom z ogrodem na przedmieściach dużego miasta. Dzieci bawiące się w ogrodzie, para zakochanych ludzi na ławce w głębi różanego gaju. Mają przed sobą całe, szczęśliwe życie. Idylla? Być może. Wszak nigdy nie zaprzeczałam, że jestem idealistką. I niepoprawną romantyczką aż do bólu. Ktoś mi to już kiedyś powiedział.
Mam dziwną skłonność do zapamiętywania zapachów. Perfumy których używałam w pierwszej klasie LO już zawsze będą mi się kojarzyć z matematyką. A zapach ciepłej ziemi z wakacjami nad morzem, bo wtedy zwiedzaliśmy skansen i wszędzie unosiła się ta dziwna woń. A wczoraj, gdy wpatrywałam się w to morze zniczy na placu Piłsudskiego, chłonęłam atmosferę tajemniczości, jedności z tym wielotysięcznym tłumem, który pragnął być razem, to zapachniało wiosną, konkretnie późną wiosną. Ciepłym wrześniem. Ten zapach to promienie słońca, wspomnienie wakacji, śmiech, kwiatowy nektar, noc, romantyczne uniesienia. Tak, ta kompozycja zawsze będzie mi się kojarzyć z wrześniem.
To tak jakbyś dawał mi znaki Boże. Nie umiem do końca ich odczytywać ale wiem, że są. I tak, siedząc sobie w moim niebieskim pokoju i patrząc na ,,romantyczny widok z okna” jak mówi A. myślę sobie, że Ty bardzo dobrze wiesz, co robisz ze mną i z moim życiem. I już wiesz jak ono się potoczy i jak skończy. Nigdy nie myślałam o śmierci. Ale teraz zaczęłam. Czy to kolejny znak? Jeszcze nie wiem jaki masz w tym ukryty sens, ale wiem, że on istnieje. Przynajmniej chcę wierzyć, że istnieje...bo gdyby nie ta maleńka kotwica, to już dawno odpłynęłabym tam, gdzie nie ma łez, rozczarowań, hipokryzji i kłamstwa.
Znowu posądzą mnie o grafomaństwo. Ale trudno. Przeżyję i to. W końcu nie takie rzeczy się robiło.
05 kwietnia 2005
Dobrych ludzi nikt nie zapomina (Safona)
Aby zrozumieć ludzi, trzeba starać się usłyszeć to, czego nigdy nie mówią i być może nigdy nie powiedzieliby
Robię się sentymentalna. To znaczy zawsze byłam ale ostatnimi czasy to uczucie się pogłębia. Dlaczego? Może dlatego, że te kilka lat w LO to kawał mojego życia. Jak mi będzie was brakować! A w szczególności będzie mi brakować was Esteci. Jak bardzo, bardzo będzie mi was brakować. Będzie mi brakować naszych wieczorów estetycznych, naszych wspólnych nasiadów i wspólnego oglądania filmów z różnych obszarów kulturowych(kto by pomyślał, że Chińczycy tworzą komedie), żartów, rozmów, spacerów, trawkingu, tych dobrych chwil, tych romantycznych, tych pięknych i tych szarych, zwykłych. Tak bardzo bym chciała, żeby to jeszcze się nie skończyło. Żebym mogła jeszcze przez rok czy dwa chodzić do takiej szkoły gdzie można posłuchać ciętych uwag Ampera, poprzytulać się z Aps, Alą i Miłką, siedzieć obok, rozmawiać, śmiać się, smsować z Jaczakiem :), słuchać poglądów Tellura, gawędzić z Tomkiem, bawić się kulkami Oli, wymieniać poglądy z wami wszystkimi, czuć jak brzuch mnie boli ze śmiechu już chyba niezliczoną ilość razy, plotkować z dziewczynami, bawić się, żyć... Dziękuję wam, że zawsze umiecie mnie podtrzymać na duchu. Szczególnie dziękuję Ci Łukasz, za ciepłe słowa, które zawsze przychodzą w odpowiednim momencie(w takim kiedy jest mi źle i nigdzie nie widać sensu), za wyrozumiałość, dziękuję Ci, że jesteś. Dziękuję Ci Alu za to, że cierpliwie wysłuchujesz moich problemów i choć czasem nie wszystko jest jak trzeba to i tak Cię kocham. Dziękuję Ci Aps, że ze mną gadasz, chodzisz do automatu z kawą i jesteś szczera. Dziękuję Ci, Amperze, że tak trzeźwo podchodzisz do życia. Dziękuję Ci Tellurze, że dzielisz się ze mną swoimi poglądami, jesteś prawdziwy i wrażliwy jak mało kto. Dziękuję Ci Tomek, że masz zasady i je realizujesz. Dziękuję Ci, Olu, że dołączyłaś do nas, że raczysz nas swoim ciastem.
Chciałabym, żebyśmy nie rozmyli się po świecie. Chciałabym, żebyśmy spotykali się czasem. Wiem, że to łatwo powiedzieć ale trudniej zrobić. Cholera, przywiązałam się do was! Bardzo.
Zrozum człowieku jak wiele znaczysz! - Augustyn z Hippony
04 kwietnia 2005
Overwhelming sadness...
Tak mi źle. Smutno mi, źle i chce mi się płakać. Wszystko jest takie szare. Myślała, że z tym smutkiem już się uporałam, ale chyba tak nie jest. Dzisiaj już kilka razy chciało mi się płakać. Na polskim słuchaliśmy przemówienia Papieża i znowu łzy zakręciły mi się w oczach. Wtedy doznałam takiej bezbrzeżnej chęci przytulenia się do kogoś. Zatonięcia w czyichś bezpiecznych ramionach. Żeby choć raz ktoś mi powiedział, że jestem dla kogoś ważna. To takie irracjonalne. Głupie i naiwne. Może jestem naiwna. Może. Nie wiem. Może wierzę w rzeczy, które według innych są infantylne i niedorzeczne. Nigdy nie zastanawiałam się jak postrzegają moją wiarę inni ludzie. Ale dzisiaj trochę się zawiodłam. Myślałam...a zresztą, nie ważne.
Trzeba chodzić w masce M. Pawlikowska- Jasnorzewska
Poszłam w masce zwinięta
W pelerynę ciemną
Z oczami zwężonymi
W migocące sierpy
Szczęście mnie nie poznało
I tańczyło ze mną
Nie wiedząc że to ja jestem
Ja której nie cierpi
I los też mnie nie poznał
I pomyślał sobie
Czemuż mam nie dogodzić
Tej obcej osobie
03 kwietnia 2005
Spieszmy się kochać ludzi. Tak szybko odchodzą...
Stars shining bright above you. Night breezes seem to whisper I love you. Birds singing in the sycamore tree. Dream a little dream of me
Say nighty-night and kiss me. Just hold me tight and tell me you’ll miss me While I’m alone and blue as can be. Dream a little dream of me
Stars fading but I will linger on him. Still caving your kiss I'm longing to linger till dawn dear. Just saying this Sweet dreams till sunbeams find you.Sweet dreams and evil worries behind you But in your dreams whatever they’ll be. Dream a little dream of me. Dream a little dream of me
Ten tekst jest optymistyczny. Pogodny i spokojny. Powinno być optymistycznie bo przecież On odszedł do tego lepszego świata. Tam gdzie my również kiedyś się znajdziemy. Ktoś powiedział, że zostaliśmy osieroceni. Ktoś, że odszedł największy Polak. Bo odszedł. I drugiego takiego może już nie być. Tylko w całym tym zgiełku zapomnieliśmy o najważniejszym. Że Bóg bardzo dobrze wie, co robi. I wcale nikt nas nie osierocił. Przecież jest Chrystus. I On nad nami czuwa. Tak sobie myślę, że śmierć papieża zastała zesłana dla nas jako taka próba. Jak my się w takim momencie zachowamy, co powiemy. Czy zdaliśmy ten egzamin dowiemy się dopiero tam, na górze.
W moim małym kościele był straszny tłum. Ksiądz Jacek, zwykle pogodny i uśmiechnięty, prawie płakał. A taka przygarbiona, siwiutka staruszka wierzchem dłoni ocierała spływającą po policzku pojedynczą łzę. Co jakiś czas słychać był dmuchanie nosa. I nawet dzisiejsza Ewangelia mówiła o tym żeby otrząsnąć się z bólu pomimo doświadczeń jakie Bóg na nas zsyła.
Dawno już tak nie płakałam. Płakałam wczoraj o 22, kiedy Miecugow ogłosił tę wiadomość. Płakałam dzisiaj. Łzy jak maleńkie strumienie płynęły mi po twarzy i chyba oczyszczały. Z emocji, z bezsilności jaka panowała przez te dwa dni, z czystej rozpaczy, z uświadomienia sobie, że Jan Paweł II był dla mnie kimś ważnym. To takie patetyczne- był dla mnie kimś ważnym. Ale jak inaczej można to powiedzieć? Przed Nim nie był nikogo takiego. I teraz, pisząc te słowa chce mi się płakać. Nie wiem dlaczego. Bo przecież...po burzy przyjdzie nowy dzień.
02 kwietnia 2005
Just follow Him...
Od wczoraj miałam napisać o wielu rzeczach. Rano po prostu się przestraszyłam. Papież umiera a ja tu się martwię czy się dostanę na studia. Ale musiałam pójść do szkoły, trochę pograć tę rolę narzuconą mi z góry. Ale potem doznałam takiego dziwnego uczucia- radość życia? Chyba tak. Jak tak wychodziliśmy grupą ze szkoły, śmialiśmy się to nagle zachciało mi się wykrzyczeć do Ciebie Boże, że dziękuję Ci za to. Za to słońce, ich wszystkich i tę nieuchwytną gołym okiem więź jaka nas łączy.
Ale nie umiem dopatrzyć się w tym wszystkim sensu. Tak, On idzie tam gdzie będzie mu lepiej. Już wiele się nacierpiał i niech odejdzie w pokoju. Ale ja nie umiem tego zrozumieć. Tyle jest ludzi złych, niegodziwych, których możesz wziąć do siebie. Dlaczego właśnie O? Odkąd żyję to papież= Jan Paweł II. Papież, który odwiedzał żydowskie synagogi i muzułmańskie meczety, podróżował do odległych zakątków świata i tych bliższych. Papież, który spiżową bramę otworzył na świat. Papież, który jest Polakiem. Papież, który przyczynił się do obalenia komunizmu. Papież, który zawsze kojarzył mi się z takim dobrym dziadkiem, zawsze uśmiechniętym, który tak jak Jezus, chciał, żeby przychodziły do niego dzieci i siadały na kolanach. Papież, który jest. A za chwilę może go już nie być. Na CNN i BBC mówili o ewentualnej sukcesji, zapraszali lekarzy, komentatorów. Była nawet relacja z miasta ,,Krakow” ,,where the Pope was na arhibishop” A u nas relacje z Jasnej Góry, Wadowic, Krakowa, Warszawy. I 60 tysięcy ludzi na Placu św. Piotra. Coś się kończy. Coś się zaczyna. ,,Jego życie się nie kończy ale zmienia” Jako chrześcijanie powinniśmy wierzyć, że tak jest. Tam, gdzie On idzie, nic już nie jest ważne. Nic nikogo nie boli, nikt nie cierpi.
Miałam też pisać o moim poczuciu własnej wartości, które ostatnio równa się zeru. Nie będę pisać, że jestem głupia, brzydka i niczego w życiu nie osiągnę bo to jest i przegadane, nudne i wszyscy o tym wiedzą.
Time
Czas jest bezwzględny dla wszystkich bez wyjątku i po równo traktujący każdego. Płynie swoim trybem, stale ustalonym tempem. Sekundy, minuty...
-
Będzie o pieniądzach. Odkąd pracuję zawodowo staram się oszczędzać przynajmniej część każdej miesięcznej pensji. Mam wrażenie, że nie wydaj...
-
Nie żebym chciała zapychać bloga nie pisząc niczego ale przeglądając zdjęcia z ostatnich kilku plenerów znalazłam pare ładnych, na których m...
-
Czas teraźniejszy przypomina mi koniec semestru w liceum. Multum sprawdzianów(teraz dumnie nazywane kolokwiami), testów zaliczeniowych, prac...