01 stycznia 2007

Each and every one of us

Nie lubię podsumowań. Bo w większości przypadków wypada na moją niekorzyść. Ale ten rok był szczególny. Kilka ostatnich lat było cudownych odkąd poznałam Estetów. Ludzi, którzy sami twierdzą, że są trochę inni. T. dzisiaj w metrze powiedział, że jesteśmy bandą idiotów:) Ale idioci rządzą naszym krajem, występują w filmach, piszą książki a nawet zostają prezydentami. To czemu my nie możemy? Być idiotami oczywiście. Trzeba zdawać sobie sprawę ze swojej inności, widzieć dalej niż inni, za horyzont. Pewnie wielu jest takich ludzi na całym świecie, szczególnie w Kazachstanie ale ja znam tylko Estetów. Nie do podrobienia. Trade mark. Tylko Esteci są w stanie kupić Gwiezdne Wrota na Allegro i tylko oni potrafią widzieć w zielonej świetlówce miecz świetlny. Tylko oni potrafią sprawić, że odczuwam chroniczny masaż mięśni przepony ze śmiechu. Tylko Esteci umieją rozmawiać o niczym przez trzy godziny i jeszcze wymyśleć przy tym coś nowego, dla potomności. Tylko Esteci mają radochę z plastikowej kuli świecącej się na różne kolory. Magia. Albo i nie. Zwyczajnie- przyjaźń.

Zaczęłam od tego, że ten rok był szczególny. Bo był. Bo tak. Bo wyłowiłeś mnie z tłumu. I codziennie we mnie wierzysz. Bo miałeś siłę żeby ze mną walczyć. Bo cudownie jest się wtulić w twoje ramiona. Bo jesteś. Tak zwyczajnie.
Co widzisz kiedy na mnie patrzysz? Strach przed upadkiem, ufność, ostrożność? Nie wiem. Chciałabym wiedzieć. Kiedyś napisałeś, że mnie prawie wcale mnie nie znasz. To było dwa lata temu. A teraz? Mam tę kartkę. Napisałeś: ,,Ostatnia historia opowiada o czymś, co bardzo trudno zdefiniować. Coś, co pokona czas i przestrzeń. Obyś jak najszybciej to coś odnalazła!”

Czy zastanawiałeś się kiedyś nad karierą wróża, proroka czy wieszcza:) ?

30 grudnia 2006

Cogito ergo...?

Why are we here, what's life
all about?
Is God really real, or is there
some doubt?
Well tonight, we're going to sort it
all out, for tonight it's the Meaning of Life.
(Monty Python’s Flying Circus)

Jak zwykle Pythoni oddali sedno sprawy. Bo czy jaki to wszystko ma sens? Życie- czy wszystko musi mieć sens? Czy sprawy muszą mieć swój jasno sprecyzowany albo tylko naszkicowany ołówkiem cel? Czy każdą minutę czasu spędzonego tu na Ziemi musimy spożytkować w jakiś określony sposób, z góry przez nas zaplanowany? Czy nawet spontaniczność jest wynikiem naszej kalkulacji? Bo nam się opłaca, podświadomie?

Większość z nas wierzy lub stara się wierzyć w Niebo, życie wieczne. Mniejszość z nas wie, że to przenośnia, Nie będziemy przecież leżeli wiecznie na chmurkach a anioły będą podawały nam wino. Coś za granicą śmierci ludzkiego ciała musi być. Inaczej byłoby to straszne marnotrawstwo materii. Bo jak to jest możliwe, że rodzimy się, żyjemy, rozmnażamy się lub nie, chorujemy, umieramy i nic? Popiół?

Nasze ,,ja” jest w mózgu, oczach i uszach. Od świata otrzymujemy informacje, przetwarzamy je, wysyłamy odpowiedź. Otrzymujemy list zwrotny. I tak dalej. Świat kształtuje nas ale i my kształtujemy świat. To nie jest jednostronny proces jak chciałby Kant. Nie jesteśmy bezwolnymi istotami poruszanymi jak lalki w teatrze kabuki. To nasze życie, możemy je przeżyć jak chcemy. A to, że istnieje wiele jego ograniczeń to bujda. Wierutna bzdura! To my je sobie nakładamy, tylko i wyłącznie my. Nie ma rzeczy niemożliwych, są jedynie trudne z pozoru. Bo nie zdajemy sobie sprawy z potęgi naszego umysłu. Trudno się dziwić jeżeli używamy tylko 10 % komórek mózgowych... A co w tych pozostałych 90 %? To co nas ogranicza, to co nas gnębi, to co nazywamy kompleksami, to co czyni nas potężnymi, władczymi, siła do spełniania marzeń. W większości przypadków nie mamy wpływu na tę część. Czasem tylko udaje nam się postawić stopę w drzwiach (nie mylić z efektem stopy w drzwiach jako techniki manipulacji) i wejść tak do połowy i rzutem na taśmę zabrać trochę tej siły. Ale za chwilę nas się stamtąd wyrzuca. Nie wiedzieć czemu ktoś lub coś nam to utrudnia. Może to jest dowód na istnienie Boga?

Opancerzanie uczuć to efekt odgradzania się od świata, tworzenia pozorów, że panujemy nad sobą, nic nas nie rusza. Dzięki temu skutecznie odgradzamy się od innych ludzi, uważają nas za dziwaków, odludków, nie mają możliwości poznania nas naprawdę. O to nam chodziło?
Egzystencjalizm to niezła rzecz. Things do not have meaning. We assign meaning to everything. Czyli co? Jednak wszystko musi mieć sens?

15 grudnia 2006

Panta rei

Chyba narzuciłam sobie zbyt szybkie tempo. Z prawdopodobieństwem równym 0, 95 twierdzę, że mogłam to wcześniej przemyśleć i wywnioskować, że może to za dużo jak dla jednej, maleńkiej, słabiutkiej dziewczynki, która boi się ciemności i pająków. To już prawie trzy miesiące jak jestem studentką drugiego roku ISNS UW. Brzmi dumnie i inteligentnie. To już prawie trzy miesiące jak walczę ze statystyką i odkrywam zamiłowanie do polityki społecznej i psychologii społecznej. Trzy miesiące kontynuuję niemiecki. Trzy miesiące socjologii religii. Trzy miesiące wstawania w poniedziałek o 6.45. Trzy miesiące poznawania teorii ontologicznych i dialektycznych. Trzy miesiące dzielenia się wiedzą za pieniądze. Trzy miesiące...

Chciałabym się nie przejmować. Wszystko byłoby łatwiejsze. Wolałabym obniżyć w sobie ten wysoki ponad normę poziom ambicji. Bo wtedy nie przeżywałabym każdej przegranej bitwy jak przegranie wojny. Umiałabym iść dalej bez rozpamiętywania i analizowania. No cóż. Być może czemuś to służy. Ale jeszcze nie wiem czemu. Jak się dowiem to napiszę małą rozprawę na ten temat. Albo doktorat.

Chociaż wiem, że to głupie to inaczej nie potrafię. Staram się nie sprawiać kłopotu, staram się nie wyróżniać. Kiedy na przykład coś mnie boli albo mam problem to zwykle bardzo mało osób stwierdziłoby ten fakt patrząc na mnie. Bo po co? Ludzie mają i tak dużo sprawa na głowie i bez moich problemów. A tak, zaczęliby analizować, roztrząsać, powiedzieliby kilka słów za dużo albo co gorsza prawdę, którą niekoniecznie chciałabym usłyszeć. Lepiej nie sprawiać kłopotu, lepiej się zbytnio nie wyróżniać. Mówiłam, że to głupie.

Moi obecni idole: Erich Fromm, John Locke, Leon Festinger, Blaise Pascal, Jon Stuart Mill, August Comte

Na stos: Florian Znaniecki, Zenon z Elei, Niklas Luhmann, behawioryści

01 grudnia 2006

,,Korowód" Marek Grechuta

Kto pierwszy szedł przed siebie?
Kto pierwszy cel wyznaczył ?
Kto pierwszy w nas rozpoznał ?
Kto wrogów ? Kto przyjaciół ?
Kto pierwszy sławę wszelką i włości swe miał za nic?
A kto nie umiał zasnąć nim nie wymyślił granic ?

Kto pierwszy w noc bezsenną wymyślił wielką armię ?
Kto został bohaterem ? Kto żył i umarł marnie?
Kto pierwszy został panem ? Kto pierwszy został sługą?
Kto musiał wstawać wcześnie, a kto mógł spać za długo ?

Zapatrzeni w tańcu, zapatrzeni w siebie
zapatrzeni w słońcu, zapatrzeni w niebie
Wciąż niepewni siebie, siebie niewiadomi
Pytać wciąż będziemy, pytać po kryjomu

Kto pierwszy szedł przed siebie?
Kto pierwszy cel wyznaczył ?
Kto pierwszy w nas rozpoznał ?
Kto wrogów ? Kto przyjaciół ?
Kto pierwszy sławę wszelką i włości swe miał za nic?
A kto nie umiał zasnąć nim nie wymyślił granic ?

Kto pierwszy był fakirem ?
Kto pierwszy astrologiem ?
Kto pierwszy został królem ?
A kto chciał zostać bogiem?
Kto z gwiazdozbioru Vega patrząc za ziemię zgadnie
Kto pierwszy był człowiekiem ?
Kto będzie nim ostatni ?

Zapatrzeni w tańcu, zapatrzeni w siebie
zapatrzeni w słońcu, zapatrzeni w niebie
Wciąż niepewni siebie, siebie niewiadomi
Pytać wciąż będziemy, pytać po kryjomu



Im dłużej słucham tego tekstu, im bardziej wwierca mi się w pamięć tym bardziej uświadamiam sobie swoją małość. Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz.

25 listopada 2006

Volatile


Co ci się ostatnio śniło? Śniło mi się, że spadłam ze schodów. Śnił mi się ślub, na którym ksiądz robił test na drżenie ręki. Śnił mi się wykład który się nigdy nie odbył. Śnił mi się zamek, w którym mieszkała księżniczka bez arystokratycznego rodowodu. Śniła mi się dziewczyna, która uważała, że na nic nie zasługuje. Śniło mi się, że sens życia nie jest taki ważny. Śnił mi się książę, który nie miał białego wierzchowca. Śniło mi się, że się obudziłam.

Co sprawia, że czujemy się szczęśliwi? Gdy zadałam to pytanie, odpowiedziała mi cisza. Sama więc, chcąc nie chcąc, musiałam odpowiedzieć. Wtedy powiedziałam, że i od wewnątrz i od zewnątrz musimy przystawać do otoczenia. Nie na siłę ale na serio. Teraz, dodałabym też, że musimy mieć kilka takich mentalnych kotwic, które sprawiają, że nie myślimy za często o tym by wznieść się gdzieś na inny poziom. Kotwice mogą być symbolami lub osobami. Symbole to na przykład rozwijanie własnych pasji, które sprawiają nam przyjemność, dzięki którym czujemy, że należymy do danego miejsca. Osoby to ludzie, dzięki którym wiemy, że zawsze na nas poczekają gdy zwolnimy, podadzą rękę, gdy się przewrócimy a nawet powiedzą to czego nie chcielibyśmy usłyszeć mimo, że to prawda. Osoby- znaczący aktorzy społeczni- są zawsze tam gdzie powinni.

Byłeś kiedyś zakochany? Odpowiedział tylko, że tak. Nie umiał tylko określić jak się wtedy czuł. Może to było dawno, może zapomniał, może nie myślał wtedy jak by zdefiniował swoje uczucia. A Wy? Jak się wtedy czuliście? Kiedy już zdaliście sobie sprawę z tego, że to jednak jest To. Nie jakieś tam sympatie, przywiązanie ale właśnie To w swej czystej postaci. Bo ja czułam strach. Że to jednak nie jest To tylko coś, co mi się wydaje. Że nie sprostam oczekiwaniom. Bo tyle razy mi się wydawało. Bo przecież świat nie może być aż tak piękny. Ładny tak ale tak piękny? I ręce mi drżały. Chyba z zimna.

Wyobraź sobie, że nie ma granic. Gdzie jesteś? Tutaj. Bo nie znam innego miejsca, gdzie mogłoby mi być lepiej.

Podziwiam: Boga, za jego wyczucie smaku i dobry humor w układaniu tego świata.

12 listopada 2006

Thoughts and Wishes

Za oknem jest ciemno. Nie, jest czarno. Patrząć w szybę widzę tylko własną twarz i odbicie pokoju. Rano niebo było szaro- granatowe. Wiatr tańczył nieprzyzwoitego walca z liśćmi a one chyba nie zgłaszały większego sprzeciwu. Około godziny szesnastej robi się mroczno, jakiekolwiek przebłyski słońca giną w niebycie. Często pada deszcz- nie jest ciepły jak na wiosnę ale zimny, przeraźliwie agresywny, czuć jego wielką frustrację i tłumione emocje. W sumie to mu się nie dziwię- całą wiosnę i lato musiał udawać, że jest radosny, ciepły i piękny. Teraz może się trochę odsłonić. Jest zimno. Moje ręce pokochały rękawiczki a szyja nawiązała romans z szalikiem. Podobno przyszła jesień. Nie wiem. Nie zastanawiam się nad porą roku. Zastanawiam sie natomiast nad wystandaryzowanymi zmiennymi, własnościami miar rozproszenia i czy wykres jest platykurtyczny czy nie. Zastanawiam się też jak zachować zdrowie psychiczne korzystając z publicznego transportu miejskiego. Zastanawiam się nad sposobem wytłumaczenia dziewięcioletniej dziewczynce czym się różni usually od sometimes i seldom. Zastanawiam się jak pokazać, że ,,Cierpienia młodego Wertera" to jedna z lepszych lektur maturalnych. Zastanawiam się, co będę robić w zyciu. Zastanawiam się jak zorganizować sobie wszystkie zajęcia, zeby zostało trochę czasu wolnego. Zastanawiam się nad tym dlaczego tyle się zastanawiam. Chciaż czasem sprawia mi to ból. Książe kiedyś powiedział, że przeważnie lepiej jest nie myśleć. Tylko, że mnie akurat myślenie dobrze wychodzi więc chyba będę to robić dalej. Bez względu na konsekwencje. Może kiedyś przyjdzie z tego coś dobrego. Często przecież rzucamy się na głęboką wodę nie umiejąc pływać...

Time

Czas jest bezwzględny dla wszystkich bez wyjątku i po równo traktujący każdego. Płynie swoim trybem, stale ustalonym tempem. Sekundy, minuty...