07 października 2007

Changes


Jestem zajęta. Dwuznaczność tego słowa przejawia się w moim życiu aż w dwóch znaczeniach. Jestem zajęta niezwyczajnie gdyż nie jestem że się tak wyrażę stanu wolnego stricte. Jestem zajęta gdyż studiuję, pracuję, pobieram nauki deutsche sprache jak również staram się nauczyć współczesnej lingua latina pewną dziewczynkę o poetyckim imieniu Weronika. Oba znaczenia słowa zajęta łącza się i tworzą oto obraz mojego napiętego terminarza. Jeżeli w tym momencie zadajecie sobie pytanie, czy jest możliwe zmieścić to wszystko w jednym tygodniu, a przy tym nie zwariować i jeszcze znaleźć czas wolny albo przeciwnie- jeśli w tym momencie moglibyście wymienić swój jeszcze bardziej wypełniony czas w ciągu tygodnia plus weekendy to obie wasze reakcje są jak najbardziej prawidłowe.

Wszystko się da. Jak na razie nic ze sobą nie koliduje, nie nachodzi, prawie wszystko ładnie gra. Generalnie studiuję dwa dni w tygodniu plus ćwiczenia z ekonomii w środę rano. Dodam, że mam dwie ścieżki specjalizacyjne- specjalista do spraw zatrudnienia oraz pomoc społeczno- terapeutyczna. Pracuję w pozostałe trzy dni. Zajmuję dumnie brzmiące stanowisko konsultanta telefonicznego. Wtorki i czwartki wieczór przeznaczam na walkę z Genitivem oraz rekcją czasownika.

Mogłabym nie studiować. Ale chcę być mądrzejsza. Zaraz podniosą się głosy, ze i bez studiów mogłabym to osiągnąć. Ale akurat ISNS mnie w tym względzie satysfakcjonuje. Co roku widzę u siebie pewną ewolucję- w sposobie wysławiania się, formułowania wniosków a i wiedzy podręcznikowej również przybywa. Jestem na trzecim roku i kolejny raz przekonuję się, że ISNS to był dobry wybór. Chyba najlepszy.

Mogłabym nie pracować. Mam to szczęście, że moi rodzice mnie utrzymują. A mówią, że mogliby to robić dotąd aż będą w stanie. Ale ja chcę zdobyć doświadczenie. Obok bycia mądrą chcę być też bogatsza w doświadczenia. I CV będzie się lepiej czuło i ja oswoję się z systemem pracownik- szef. Oraz będę mogła zaprosić Kogoś na sushi za moją pierwszą wypłatę:)

Mogłabym nie robić wielu rzeczy. Mogłabym siedzieć w domu, chodzić sobie po luzacku na jakieś studia i generalnie mieć dużo rzeczy jeszcze przed sobą. Ale w dowodzie osobistym czarno na białym jest, że mam 21 lat. Młoda jestem, co ja tam o życiu wiem. Ale właśnie chodzi o to, że chcę się o nim dowiedzieć ja najwięcej. Bo pomimo tego, że czasem jest do niczego i wszystko czasem jak na rozkaz chce się na mnie uwziąć to jednak jest fajne. Po prostu fajne. Bo teraz jesteśmy jeszcze w takim okresie kiedy tak naprawdę jesteśmy odpowiedzialni tylko za siebie. Dzieci nie płaczą nam za ścianą, nie zbliża się kolejna rata kredytu za mieszkanie, komornik nie wchodzi nam na pensję.

I pewnie za jakiś czas napisze tu jak to mi źle i niedobrze bo nic mi się nie chce, jestem zmęczona i w ogóle do kitu, idę sobie podciąć żyły to jednak później, z perspektywy czasu powiem, ze mi się ten wysiłek opłacił.

Na razie popracuję do końca roku bo taką mam umowę. Potem poszukam sobie praktyk i to już będzie ciekawsze i czasu będzie więcej. Wszystko będzie dobrze.

14 września 2007

So what?


Przeczytałam przed chwilą na pewnym blogu, ze pisanie i czytanie o szczęściu jest nudne. Fakt- krew, pot i łzy zawsze najlepiej sie sprzedawały. A mleko ma najszybszy transport. Inaczej sie zsiada.
Czy ta notka będzie o szczęściu? Poniekąd. Wbrew pozorom, gdyby tak wszystko zebrać do kupy to mogę powiedzieć: tak, jestem szczęśliwa. A ostatnie trzy miesiące utwierdziły mnie w przekonaniu, ze mam cholernego farta, ze tam na górze Ktoś nade mną czuwa. Tyle razy mogłam popaść w niezłe kłopoty, tyle razy miałam ochotę rzucić tą całą Amerykę i wrócić do domu. A jednak nadal tu jestem.

Philadelphia to przyjemne miasto. Dosyć stare jak na USA i z klimatem. Mówi się, że to miasto braterskiej miłości. Czemu nie chociaż bezdomni koczujący w centrum z całym swoim dobytkiem raczej by się ze mną nie zgodzili. No i ten cudowny billboard przy wjeździe do miasta: żołnierz na tle amerykańskiej flagi i napis: ,,God bless America and our troops" Chciałam im wtedy krzyknąć: ,,Sami żeście chcieli tej wojny, to teraz nie mieszajcie do tego Boga!"
Brookhaven, miasteczko pod Philadelphią jest o wiele bardziej amerykańskie według mnie. Może dlatego, że przypomina mi Wisteria Lane z Desperate Housewives. Tu dopiero można unaocznić sobie tak wychwalane przez Tocquevilla community, wspólnotę.

I po raz kolejny uratowały mnie słowa. W szczególności maile Łukasza. I nie będę tu pisać ile razy łzy ciekły mi po policzkach, kiedy je czytałam. Powtarzam się ale bez niego bym zginęła. I codziennie dziękuję za to, że przy mnie jest... I jak zawsze w takim momencie wpadam w patetyczny ton. Jeszcze nie zauważyliście? Ostatnio stwierdzam, że za często płaczę ze szczęścia właśnie. To sie chyba nazywa wzruszenie. Wtedy tak ściska w dołku a łzy też są trochę inne. Takie odważniejsze, chyba mniej się ich wstydzimy.

Idę spać. W Polsce przecież 4:43. A tu nie ma jeszcze 23. To opłaca mi sie w ogóle iść spać? Strefy czasowe to dziwny pomysł... Ale mój laptop załapał internet i nawet na polskie znaki. Prawie jak w domu:)

02 września 2007

Polglish

Wzielam shower, nakarmilam bejbusia, jedzenie bylo ze specjalnego orderu. Resztki wyrzucilam do garbidza. Poszlam na korner, kupilam mleko, urodzinowego kejka i sirio. Wieczorem bylo street pary a wszyscy dawali sobie kisusie. Na Richmoniu wszyscy sa dla siebie bardzo mili, zawsze w niedziele zasiadaja w dining roomie do obiadu. Pija sode, jedza bego a nastepnego dnia ida pracowac na officy. Wiekszosc domow ma moldingi i fene. Karpety to standard.

Lubie jezyk angielski. O wiele bardziej niz polski. W angielskim lubie jego melodie, plynnosc, brytyjski akcent. Angielski kojarzy mi sie z Krolowa, arystokracja. Lubie sluchac angielskiej intonacji slow, lubie myslec po angielsku, ubierac mysli w slowa z tego jezyka. O wiele bardziej lubie sluchac muzyki po angielsku niz po polsku. Chociaz nie chcialabym by angielski byl moim mother tongue. Wole poznawac go po swojemu.

Polski. No tak. Fakt, potrafie wiecej w tym jezyku powiedziec, bardziej szczegolowo opisac jakas sprawe. Ale zlikwidowalabym wszystkie te literki z kreseczkami i kropkami, wszystkie te syczace litery dzieki ktorym wszyscy na swiecie mysla, ze jestesmy z Rosji(no offence dla Rosji). Po polsku mysle wiec moze dlatego kojarzy mi sie z domem, ale tez z tymi wszystkimi slownymi tongue twisters, o ktorych tu nie napisze bo nie mam polskich znakow. Sasza, Krolowa Karolina i te sprawy...

Nie lubie hybryd. Kaleczenie jakiegokolwiek jezyka wywoluje we mnie wrazenie takie jak przesuwanie paznokci po tablicy. Bo taki dialekt to taki polsrodek stworzony na potrzeby miejsca i czasu. Emigranci mowia po polsku ale zewszad docieraja do nich slowa, bez ktorych nie moga sie obejsc. Slowa codziennego uzytku, ktorych nie warto tlumaczyc, a ktore mozna jedynie spolszczyc. Dlugo zajelo mi na przyklad rozwiazanie zagadki co znaczy tajemnicze sirio. Az wreszcie sama przeczytalam na pudelku, ze to cereal... Nie podobaja mi sie takie zabiegi laczenia dwoch jezykow ale rozumiem i szanuje ich cel. Inna sprawa, ze duzo Polakow majacych obywatelstwo tej Ziemi Obiecanej nie potrafi sie poprawnie wyslowic po angielsku a ich zasob slow ogranicza sie do schematu ,,Kali zjesc krowa" czyli na przyklad He go work and holidays. Jak rowniez trzech magicznych slow: Hi, Bye, Thank You. A wlasnie, jeszcze cudownie wiele mowiace, obowiazkowe ,Good'(z naciskiem na oo) jako odpowiedz na ,,How are You?"

Dzisiejsza notka sponsorowana jest przez mojego nowego laptopa oraz the Very Special Person Who Said That He Would Be Angry If I Won't Write A New Note Today. No wiec jest:) Krotka ale jest.

Aha, USA ma bardzo dobry PR. Powinnismy sie od nich uczyc.

29 sierpnia 2007

New York, New York

Akurat w Nowym Jorku nie moglabym mieszkac. Za duzo ludzi, samochodow, betonu i burzujskich sklepow. Philadelphia pod tym wzgledem jest taka wywazona, spokojna. To tak jakby NY byl nastolatkiem w wieku dojrzewania, z buzujacymi hormonami a Phila dostojna, stateczna pania w srednim wieku. I w gruncie rzeczy New York nie zachwycil mnie tak jak sobie wyobrazalam, ze mnie zachwyci. jasne, wszystko bylo ciekawe, pocztowkowe, fajne ale czegos mi zabraklo. Nie wiem, moze pewnego zachlystniecia sie, jakiegos blihtru, ktory powinien mnie obezwladnic. Nic takiego nie bylo. zadnych iskier, zadnej chemii. Statua wolnosci jako symbol zrobila na mnie wieksze wrazenie niz caly ten Central Park i slawne Metropolitan Museum of Art. Ligia dobrze powiedziala, ze Amerykanie maja cudowna wlasciwosc wypromowania doslownie wszystkiego. Bo czymze jest Central Park? Jednym wielkim trawnikiem. Nawet przywioze sobie troche tej slawnej trawy:) Tyle, ze nakrecili tam tyle filmow, ze nawet organizowane sa wycieczki do miejsca w ktorym Harry poznal Sally albo gdzie Kevin sam w Nowym Jorku karmil golebie...

Ogolnie bylo przyjemnie, choc moje nogi czesto juz chcialy odmowic wspolpracy. I teraz jak beda pokazywac choinke na Times Square w telewizji to bede mogla powiedziec, ze widzialam to miejsce na zywo i wcale tak monumentalnie nie wyglada.

See you in Warsaw in two and a half weeks time:)






27 lipca 2007

Atlantic City and other sites

Smiesznie jest. Od apatii do euforii, od jednego dnia do drugiego. Ponizej zdjecia z Historic Philadelphia- Penn's Landing gdzie mamy zacumowane statki zupelnie jak w Gdyni, swietny sklep z patriotycznymi pamiatkami(nie ma koszulki pro bushowskiej) oraz Atlantic City- miasto atlantyckie. Jak ja uwielbiam te proste nazwy- Walnut street, Blue Hill, Surf City. Uwielbiam amerykanska telewizje gdzie w programie The Next Best Thing pokazujacych zwyklych ludzi wcielajacych sie w Vipy jak Barbara Streisand, Robbie Williams, Paris Hilton- wygrywa facet udajacy Elvisa. A facet parodiujacy straszliwie Georga W. ma drugie miejsce. W American Inventor ludzie placza gdy opowiadaja, ze ze przez dwanascie lat swego zycia konstruowali zaparzacz do herabty lub stanik bez ramiaczek na plecach. pogoda w Action News na Abc jest w formie piktogramow, zeby wszyscy zrozumieli. Fajnie. Tylko chce do do domu.








15 lipca 2007

Briefly

Wypadaloby cos wiecej napisac o tym czyms, czym jest moja obecnosc w kraju, w ktorym jest goraco a ludzie sa niewyobrazalnie wrecz dumni, ze sa Amerykanami. Stany Zjednoczone Ameryki Polnocnej na pierwszy rzut oka wydaja mi sie bardzo uporzadkowane. Oznaczen drog moglibysmy sie od nich uczyc. Napisy jak ,,School area. Slow down", ,,Left line must stay clear" sa na porzadku dziennym. Amerykanie sa otwarci. Czasem az do bolu. Gdy ktoregos dnia wchodzilam do domu, w ktorym mieszkam, spotkalam na moich schodach sasiadke. Wygladalo to troche tak, ze zagradza mi droge. Oczywiscie musiala skorzystac z okazji i wypytala mnie o cel podrozy tutaj, wiek, co robie w Polsce. A zaczela od jakze poetyckiego pytania ,,Who are you?" i ,,Do you know English?" Chyba byla zdziwiona, ze jakas dzikuska spod Syberii (bo chyba tam lezy Polska;)) zna ich narzecze i w dodatku umie sie w nim wyslowic a jeszcze ma jako taki akcent. Ale generalnie okazji do pogadania a Amerykanami mam jak na lekarstwo. Mieszkam w polskiej dzielnicy Philadelphii- Port Richmond. Cudowne sa nazwy sklepow na glownej ulicy- Polka Deli, Podhale Travel Agency, Kazimierz Wielki Bank...

Aktualnie jest 14.57 czasu miejscowego. Czekam az z dalekiego kraju zadzwoni Mama i poopowiada co tam u nich. Wygladam pzez okno i widze dwie wierze polskiego kosciola pod wezwaniem swietego Adalberta, czyli Wojciecha. Na ulicy dzieci wszystkich ras i kilku narodowosci graja w pilke i rysuja kolorowa kreda na topiacym sie asfalcie gre w klasy. Wieje wiatr ale akurat tutaj nie przynosi on wytchnienia. Wszystko przez humid, obowiazkowo podawany w News at noon i w kazdych kolejnych. Nie wyobrazam sobie, ze moglabym tu mieszkac na stale. Za goraco, za parno. I jedzenie jakies takie sztuczne. Na kazdym opakowaniu nutrition facts i poziom saturated fats. Az sie niedobrze robi na sama mysl ile chemii zjada sie kazdego dnia..

Do uslysznia w kolejnej odslonie cyklu ,,Ania na amerykanskim szlaku" :)

Greetings from USA

Za wielka woda wszystko jest wieksze, bardziej kaloryczne. Mleko sprzedaje sie na galony a temperatura siega 90 stopni (Fahrenheita). Domy sa funkcjonalne a klawiatury nie maja polskich znakow. Ale jest fajnie. Chciaz zaczynam tesknic...






Time

Czas jest bezwzględny dla wszystkich bez wyjątku i po równo traktujący każdego. Płynie swoim trybem, stale ustalonym tempem. Sekundy, minuty...