W ,,Stardust" Gaimana wszystko kręci się wokoło gwiazdy, która spadła z nieba na ziemię prosto w ramiona człowieka, który to człowiek się w niej zakochał od pierwszego wejrzenia. ,,Stardust" to bajka. Piękna, czarująca bajka.
Chciałabym żeby ktoś kiedyś napisał dla mnie bajkę o tym jak to cudownie jest szukać pracy, chodzi na rozmowy kwalifikacyjne, tysiące razy w listach motywacyjnych żywić nadzieję na zaprezentowanie się osobiście a potem osobiście przekonywać wszystkich na około że jest się kreatywnym, dynamicznym, otwartym na zmiany, szybko się uczącym, dobrze pracującym w zespole, o wysokiej kulturze osobistej, zorganizowanym, obowiązkowym, punktualnym, odpornym na stres, dojrzałym, empatycznym kandydatem na to stanowisko. I jeszcze nie chce zbyt wiele zer na koncie co miesiąc. Bo przede wszystkim liczy się dla niego doświadczenie. I satysfakcja z dobrze wykonywanej pracy. I najlepiej gdyby ten kandydat był studentem dziennym UW i oczywiście był w pełni dyspozycyjny. Oczywiście. Żeby dał się za pracodawcę poćwiartować i polać sosem tabasco. Pokropiony cytrynką. Z listkiem bazylii podany na ciepło.
Oczywiście. Rozumiem. Z pewnością. Rozumiem, że oni stoją po jednej stronie barykady a ja po drugiej. Ale dajcie mi szansę a udowodnię wam, że się nadaję. Udowodnię wam, że jestem w stanie się za was pokroić w granicach mojego pół etatu. Ale kiedy zegar wybije 17 magicznie zniknę, pojawiając się następnego dnia o 9. Z równym zapałem do pracy.
To pisałam ja przed jutrzejszymi dwiema wielce obiecującymi rozmowami kwalifikacyjnymi gdzie zamierzam udowodnić, że jestem super, cudowna, inteligentna i błyskotliwa.
A Pan S. nadal śni mi się na jawie...
There's no earthly way of knowing what was in your heart when it stopped going. The whole world shook. A storm was blowing through you.
23 listopada 2008
Fairy Tales
20 listopada 2008
Et si tu n'existais pas
- Jakie to uczucie?
-Pierwszy raz ktoś pyta się mnie co czuję. Nie umiem tak od razu…
- Wiem. Wiem, że to może być trudne. Ale po prostu opisz co czujesz.
- Czuję rozpierającą mnie od środka radość.
- Coś jeszcze?
- No wiesz, czasem odzywa się stara ja i szepcze do ucha.
- A co szepcze stara ty?
- Że nie jestem ciebie warta. Że jestem za mało warta. Że to sen i zaraz brutalnie się obudzę.
- Gadasz bzdury.
- To nie ja tylko ta moja wewnętrzna ja. Szeptała mi do ucha przez 21 lat. Właściwie się przyzwyczaiłam.
- Jakie to uczucie?
- Czasem boli w dołku. Czasem ręce się trzęsą. I serce wali tak jakby chciało wyskoczyć z piersi.
- Tej piersi?
- Tej. A czemu pytasz?
- A nic. Nie powiem ci, bo Niewinność obudzi się z zimowego snu.
- Przecież to jej pierwszej spojrzałeś w oczy. I przecież i tak raz na jakiś czas się budzi.
- Ale jakoś udało mi się ją przekonać żeby czasem nam nie przeszkadzała.
- Cudotwórca z ciebie. Nikomu się jeszcze to nie udało.
- Ma się te sposoby. Mówiłem, że jestem dobry w te klocki, prawda?
- Mówiłeś. Właściwie udowodniłeś empirycznie.
- No co, teorie należy sprawdzać empirycznie. Inaczej się zsiada.
- Chyba mleko?
- Co?
- Mleko. Mleko ma najszybszy transport. Inaczej się zsiada.
- Kochanie, czy ja widzę rozbawienie w tych twoich pięknych oczach?
16 listopada 2008
Opium
Zawsze o wiele łatwiej przychodziło mi precyzowanie myśli stukając w klawiaturę lub pisząc. Teraz siedzę przed czystą kartką papieru w postaci dokumentu Worda i próbuję sprecyzować refleksje, które krystalizują się we mnie od miesiąca. Wszystko sprowadza się do pytania: co by było gdyby? Jak również do pytania: czy to się dzieje naprawdę?
Bo co by było gdyby Pan S. nie zjawił się z wielką determinacją i fajerwerkami w moim życiu? Co by było gdyby nie postanowił pewnego razu wrócić na forum? Gdyby nie przyszedł na urodziny M.? Gdyby na mnie nie spojrzał? Gdybym nie spojrzała na niego?
Czasem to wszystko, co się dzieje przekracza moje pojęcie postrzegania szczęścia. Za każdym razem rozszerzam je o kolejne doznania, myśli, słowa i wydarzenia. I za każdym razem stwierdzam, że na tym poprzestanę. I za każdym razem się mylę.
Nie znam właściwie Pana S. z przed naszej epoki. Odnotowuję w pamięci tylko kilka faktów, obrazów, pojedynczych rozmów. I nie rozumiem, dlaczego niektórzy wyrabiają sobie o nim zdanie w sytuacji gdy również znali go właśnie w taki sam sposób. Teraz Pan S. jest dla mnie otwarta księgą, którą chcę czytać, przewracać kartki i ciągle dowiadywać się czegoś nowego. Fascynujące. Cudowne. Nieziemskie. Uczucie.
Moja zdolność do homeostazy codziennie mnie zadziwia. Czy to cecha, która uratowała gatunek ludzki przed wyginięciem?
I zaczynam się robić nudna bo od kilku notek piszę o tym samym. Prawem ogólnej teorii równowagi przydałaby się jakaś spektakularna katastrofa.(irony mode on) Już się, kurde boję. Trzęsę portkami i zakrywam oczy(irony mode off).
Rozgrzewam się earl greyem z kubka w kwiaty wiśni, zapach bergamotki unosi się nade mną i delikatnie przytula się do skóry.
12 listopada 2008
Greetings from Neverland
8.11.2008
Dojechaliśmy. Gdy rano zobaczyłam Szymona pod kasami na Dworcu Głównym pomyślałam, że to będzie piękne kilka dni. Nie wiem, dlaczego. Może dlatego, że z takim rozmarzeniem na mnie patrzył. Może dlatego, że od początku, no prawie początku nie mam wątpliwości. Miałam je wtedy, kiedy do głosu doszedł strach przed odrzuceniem. Kiedy ten zmasowany atak słów, pięknych, cudownych i tych, które słyszałam tylko w marzeniach, przypuścił szturm na moje poczucie własnej wartości. Teraz nie mam żadnych wątpliwości. Wiem, że Szymon jest tym, kim być powinien. Bo miał pojawić się w moim życiu, zatrząść nim w posadach, zburzyć dotychczasowe postrzeganie świata i zbudować je na nowo. Zbudować moje ja od samego początku. Albo lepiej, na podwalinach, na tym, co zostało po dawnej mnie, wykorzystując najlepsze części zbudować mnie na nowo.
9.11.2008
Przekraczam granice, o których istnieniu nawet nie zdawałam sobie sprawy albo nie dopuszczałam możliwości ich istnienia do świadomości.
10.11.2008
Kobieta, która urodziła się dawno temu gdzieś w ciemnych zakamarkach mojej duszy teraz się odrodziła. Wyszła ze zbyt długo budowanego kokonu. Zerwała warstwę ochronną. Nieśmiałość dawno temu zawładnęła kobietą i nie pozwoliła jej być sobą. Nie pozwoliła, bo bała się, że kobieta wcześniej czy później zostanie zraniona, będzie czuć ból porzucenia i poniżenia. Nieśmiałość właściwie troszczyła się o kobietę, bo nie chciała później wyciągać jej z otchłani rozpaczy, w którą kobieta niechybnie by wpadła po utracie czci, godności i wiary w ludzi. Ale teraz nieśmiałość dochodzi do głosu nie niezmiernie rzadko. Chyba zrozumiała, że taka taktyka, chronienia kobiety przed całym światem nic nie zdziała. A kobieta? Kobieta wyprostowała się, przygładziła lśniące w słońcu włosy i przestała przeglądać się w oczach wszystkich ludzi na świecie tylko w tych jednych błyszczących i kochających oczach tego, który spojrzał na kobietę i ujrzał w niej piękno.
11.10.2008
Nie obchodzili mnie wtedy inni pasażerowie, wagon bez przedziałów, ciekawskie spojrzenia innych. Liczył się tylko jego oddech, smak jego pocałunków, dotyk jego dłoni na mojej szyi i pragnienie w jego oczach.
30 października 2008
Angels in the night
Nie minął nawet miesiąc odkąd spojrzałam w oczy S. i zobaczyłam w nich wszystko to, czego szukałam odkąd pamiętam. Próbuję przypomnieć sobie, co zdarzyło się od tamtego wieczora gdy chciał pokazać mi Oriona ale ja zasnęłam jak tylko przytuliłam policzek do poduszki. Potem tak wiele słów zostało wypowiedzianych, tak wiele ważnych i pięknych słów. Przypominam sobie jak S. szedł koło mnie i mówił, to, co czuje. Ja też mówiłam. Potem, gdy już byłam sama zdałam sobie sprawę, że przecież wszystko wiem. I już nic nie trzeba tłumaczyć. Pamiętam jak potem niczym tonący trzymający się ostatniej deski dryfującej po oceanie, powiedziałam, że już wiem. Pamiętam jak bałam się naszego pierwszego spotkania, gdy oboje wiedzieliśmy, co czuje to drugie. Pamiętam jak zobaczyłam S. z tą herbacianą różą i znów wiedziałam. Pamiętam jak S. wyszeptał, ze ma szczęście. A jego usta smakowały jak obietnica. Pamiętam jak spacerowaliśmy i gadaliśmy. O wszystkim i o niczym. O wilku stepowym, ludziach, historii, snach i marzeniach. O kawie. Pamiętam jak powiedział mi dobranoc i jak nie mogłam potem zasnąć w nocy. Pamiętam jak… wszystko pamiętam. Każdy gest, każde słowo i szept. Każdy dotyk i uśmiech. Każde spojrzenie tych niewiarygodnych oczu. Będę pamiętać do końca swojego życia.
Wszystko dzieje się w tak zawrotnym tempie. Trzy miesiące wcześniej dostarczałoby mi to więcej strachu niż radości. Teraz tak bardzo mi się to podoba. Tak bardzo podoba mi się, że się nie boję. Podoba mi się, że rozmawiamy, podoba mi się kiedy milczymy. Podoba mi się obserwowanie jak zmienia się jego kolor oczu, w zależności od nastroju. Powtarzam się, ale znów nastąpił ten moment życia, który uwielbiam. Moment pozytywnej zmiany i rozwoju. Notka robi się ponad miarę patetyczna ale nie umiem z tym nic zrobić. Wiem, że cokolwiek teraz napiszę, może wydać się wydumane, pokraczne i takie hura optymistyczne poza ustaloną normę co nie przystaje do tonu tego bloga. Co spowoduje mentalne wymioty. Ale gdy zakładałam ten dziennik byłam zupełnie inna. Wciąż byłam sobą ale to ja, które świat teraz ogląda musiało pokonać kilka warstw mojej skorupy.
I tylko w głębokich warstwach podświadomości, tam gdzie rodzą się myśli o ostrzejszych krawędziach, czai się refleksja, że to może się kiedyś skończyć. Ale nie chcę w to wierzyć.
Jest ciemno. Ale jutro wstanie słońce, ogrzeje mi policzki i znów narodzi się nadzieja.
19 października 2008
Mr Darcy
Serce mówi tak. Umysł mówi tak. Wszystko we mnie mówi tak. Pewne mechanizmy zachodzą we mnie z prędkością światła, kiedyś potrzebowałam o wiele więcej czasu żeby do swego życia dopasować nowe elementy. Teraz już nie. Teraz w jednej chwili zdałam sobie sprawę, że jeśli to szczęście, wewnętrzny spokój, pewność, zaufanie i radość mam czuć zawsze to wystarczy tylko wyciągnąć rękę. I już jestem tam gdzie jest mi bezpiecznie. W jego oczach czuję się piękna.
Ja nie jestem do kochania i adorowania. Nie potrafię się jeszcze ciągle przyzwyczaić do tej cudownej ilości piękna w moim życiu. Ale Boże, wiem, że masz rację. Zawsze miałeś.
I niech to trwa wiecznie.
12 października 2008
Under her spell
Mam w głowie mętlik. Pomieszanie słów, zdarzeń, spojrzeń i gestów. I nie wiem, co zrobić. Nie wiem, co zrobić by ewentualnie uchronić się przed bólem i upokorzeniem. Mój instynkt przetrwania mówi stanowcze i absolutne nie, ale umysł krzyczy tak.
Boję się. Nie chcę po raz trzeci przeżywać tego dojmującego poczucia beznadziei, upokorzenia, poczucia bycia nikim dla tej osoby, która jeszcze przed chwilą mówiła, że jestem dla niej najważniejsza. Bullshit. Był jeden taki, co twierdził, że jestem dla niego sensem życia a po dwóch miesiącach po prostu przestał się odzywać. Proste. Eleganckie i honorowe jak śmieciarka. Poczucie bycia śmieciem- bezcenne.
Te słowa są zbyt idealne. Zawsze chciałam takie usłyszeć a gdy je słyszę to zaczynam się szczypać żeby się obudzić, bo to wszystko przecież nie może być realne. Książę, który ma przybyć i mnie uratować przecież tak naprawdę nie istnieje. To wszystko jest zbyt piękne. Chociaż jest zupełnie namacalne.
Może ja rzeczywiście taka jestem tylko tego nie widzę. Może rzeczywiście w jego oczach taka jestem. Może taka jestem tylko nie umiem przyjąć tego do świadomości, bo przyzwyczaiłam się do myślenia o sobie jak najgorzej. Chociaż może tego nie widać. Nie widać moich myśli, które przebiegają w tę i z powrotem przez głowę. A myśli mówią: Nawet jeśli ktoś mówi Ci, że jesteś piękna i urocza to wcale nie ma tego na myśli.
Próbuję nie wierzyć ludziom na pierwszy rzut oka. Ale co zrobić, gdy Ci, których spotykam na pierwszy rzut oka wydają się wrażliwi, uroczy, inteligentni i przyjaźni. Więc im ufam. Bezgranicznie. Potem okazuje się, że rzeczywistość została wykreowana na ich potrzeby a oni są egoistami, z wieczną depresją nie do uleczenia i bojący się otworzyć. Może po prostu ja przyciągam ten typ ludzi do siebie.
Mam problem, bo boję się zaufać… A Bóg mi świadkiem, że chciałabym. Tylko to wszystko później tak straszliwie boli.
Time
Czas jest bezwzględny dla wszystkich bez wyjątku i po równo traktujący każdego. Płynie swoim trybem, stale ustalonym tempem. Sekundy, minuty...
-
Będzie o pieniądzach. Odkąd pracuję zawodowo staram się oszczędzać przynajmniej część każdej miesięcznej pensji. Mam wrażenie, że nie wydaj...
-
Nie żebym chciała zapychać bloga nie pisząc niczego ale przeglądając zdjęcia z ostatnich kilku plenerów znalazłam pare ładnych, na których m...
-
Czas teraźniejszy przypomina mi koniec semestru w liceum. Multum sprawdzianów(teraz dumnie nazywane kolokwiami), testów zaliczeniowych, prac...