11 lutego 2010

Close your eyes

Potrzebuję oddechu. Takiego głębokiego zaczerpnięcia powietrza, aż do ścian płuc, a potem głębokiego wydechu i totalnego rozluźnienia. Oczyszczenia z wszystkich tych błąkających się po zakamarkach umysłu zalążków myśli, przebłysków, iskier i zamysłów. Przede wszystkim tych szarych, ciemnych, głupich i kanciastych. A przestawienia się na myśli o błyszczących ze śmiechu oczach, o bezinteresownej pomocy, która tak bardzo cieszy, feeri kolorów hinduskich strojów, jaśminie we włosach, fuksjowej sukience, pomarańczowej herbacie i tych wszystkich małych, miłych rzeczach, które przytrafiają nam się codziennie a o których nie pamiętamy lub zbyt szybko je zapominamy. Które każde z osobna zabierają tak mało pamięci operacyjnej a patrząc zbiorczo to istotny element wszystkiego.

Ostatnio poczyniam niezwykłe wręcz zaniedbania towarzyskie. Wymówką staje się śnieg a raczej niebotyczne zaspy białego puchu, lekki stan zawieszenia na uczelni i konieczność wyprodukowania tak zwanej pracy magisterskiej oraz last but not least pięcie się po tak zwanych szczebelkach drabiny jakubowej zwanej inaczej drabiną kariery. Jest dobrze, czasem trochę stresu, połacia lasów giną spożytkowane na tony celulozowych curriculum vitae a widok za oknem i kilka innych zielonych szczegółów rekompensuje resztę.

Dwie lutowe, bolesne rocznice już minęły. Teraz należy stworzyć jakąś radosną i wiosenną.

16 stycznia 2010

Drifitng

Zimno. Czasem aż tak zimno, że czuję iż posiadam oskrzeliki, posiadam czubki palców i tył głowy. Oczu niestety tam nie mam. A czasem by się przydały. Grzeję się w cieple grubo tkanego, szarego swetra, grzeję się w zapachu herbaty, grzeję się w dawno zapomnianej muzyce, grzeję się w usłyszanych słowach i nadziei, że znowu usłyszę coś jeszcze, grzeję się we wspomnieniach z Londynu, grzeję się w obrazach z Amritsaru i rozmowach z kilkoma najważniejszymi ludźmi na świecie. Czekam na listy, które nigdy nie nadejdą i na wielką wyprawę, która się odbędzie.

Z pewnym bliżej nieokreślonym niepokojem czekam na 6 lutego. Znów będzie zimno. Ale nieco inaczej. Spokojniej. Może nie będzie łez. Z pewnością nie będzie morza wiązanek i dźwięku pogrzebowej trąbki. I czerni.

Nie chcę tylko pamiętać S. i chciałabym odzyskać tą pewność siebie, którą nabyłam w sposób bliżej określony a na skutek kilku wydarzeń utraciłam. Mój umysł potrzebuje czyszczenia dysku, back upu niepotrzebnych wspomnień, które nakładają się na te, o których pamiętać warto i trzeba.

Ostatnio podwijam mankiety zwykłego żakietu i dotykając satynowej podszewki czuję małą swobodę. Bo na przekór dress code, robię coś co jest tylko moje. Choć może i wymyślone przez kogoś innego. Przełamując fale sztywnych zasad rozpycham się powoli tu gdzie jestem.

31 grudnia 2009

Resolution

1. Zakochaj się!
2.Opanuj do perfekcji przyrządzanie wyśmienitego czekoladowego deseru.
3. ,,Raczej odnajdź siebie i wizytówkę własnego, niepowtarzalnego stylu, niż próbuj być w zgodzie z tym, co akurat modne" Dita Von Tesse
4. Zapisz się na lekcję tańca.
5. ,,Zamiast tylko marzyć, bądź jak marzenie" Stephen Jones
6. Chodź do kina w dzień.
7. Dzwoń do przyjaciół, zamiast pisać do nich SMSy.
8. ,,Trzeba podejmować ryzyko. Cud życia rozumiemy w pełni tylko wtedy, gdy pozwalamy zdarzyć sie temu, co nieoczekiwane" Paulo Coelho
9. Wysyłaj pocztówki.
10. ,,Słuchaj głośnej muzyki. Let your hair down" Pixie Lott
11. Chodź na tak dużo pikników, jak tylko możliwe i nie zniechęcaj się złą pogodą- urządź piknik na podłodze w swoim salonie.
12. Pofruwaj na kite'ach w wietrzny dzień.
13. Nagraj odgłosy lata i słuchaj ich na iPodzie, gdy dni są ciemne i zimne.
14. ,,Ubierz się...w bajeczny uśmiech, najwspanialszą z biżuterii i wiedz, że to Ty całkowicie kontrolujesz swoje życie" Donatella Versace
15. Znajdź nową, ulubioną piosenkę.
16. Użyj połyskującego cienia do powiek w deszczowy wtorek.
17. ,,Szczęście jest stanem umysłu. Radość jest stanem serca. Ja wolę radość!" Elle Macpherson
18. Kiedy nie wiesz, co zrobić- ubierz się elegancko.
19. ,,Wyraź swoją osobowość poprzez swój styl i paznokcie" Sophy Robson
20. Od czasu do czasu rob rzeczy, które Cię przerażają- by zafundować sobie zastrzyk endorfin, a później poczucie dumy.
21. ,,Odżywiaj się zdrowo, ćwicz regularnie i słuchaj naprawdę dobrej muzyki" Perez Hilton
22. Poświęć więcej czasu na myślenie. Ale nie przesadzaj!
23. Jeśli nikt nie kupuje Ci kwiatów- kup je sobie sama.
24. ,,Bądź przynajmniej tak zainteresowana tym, co dzieje się w Twoim wnętrzu, jak tym co dzieje się na zewnątrz. Jeśli uporządkujesz swoje wnętrze, na zewnątrz też wszystko się ułoży" Eckhart Tolle
25. Bądź uprzejma.


via: H&M Magazine, winter 2009

Niektóre punkty są banalne, inne śmieszne. Jeszcze inne mądre a kilka z nich wnosi ciepło. Trochę jak życie. Oby nadchodzący rok był dobry. Po prostu.

27 grudnia 2009

A flash

,,Moja matka zawsze powtarzała, że zaufanie przygotowuje grunt pod wybaczenie. Wiara i zaufanie są niezbędne, tworzą glebę, w której dopiero może zakorzenić się przebaczenie. Po nim zwykle następuje wdzięczność, która potrafi przybierać najróżniejszą postać”
,,Sto odcieni bieli” Preethi Nair

Rozumiem to tak. Na początku było przebaczenie i od przebaczenia się zaczęło. To znaczy, gdy stać mnie będzie na wybaczenie to wybaczę. Ale potem musi przyjść wdzięczność za coś, co musiałam przebaczać. I cykl się zamknie. Wdzięczność za coś złego to tak jak nadstawienie drugiego policzka. Boli, ale robi sens. Bo przecież po każdym dole, po każdej dolinie i upadku przychodzi góra, tęcza i radosny wybuch wulkanu. Bo zawsze po tym jak coś wali się nam na głowę, przychodzi ktoś lub coś, co nas ratuje od otchłani rozpaczy. I doceniamy to tylko dlatego, że przed chwilą świat runął nam w posadach.

Trudne, ale może warte zachodu?

13 grudnia 2009

Roll with the wind

Intensywność doznań, nieoczekiwane emocje, wybuchy radości, szybkie bicie serca. Karuzela. Głębokie spojrzenie. Dotyk. Łza. Kąciki ust.

And I don’t know for sure where this is going still. I hope for more. And more.

And now that you are gone I finally get a taste of freedom. Only problem is I don’t really want to be free.

Love is always for sale. Cause someone’s willing to pay.

Liryka, liryka. Tkliwa dynamika. Angelologia i dal.


Lecz pamiętaj, naprawdę nie dzieje się nic i nie stanie się nic aż do końca.

Widzę siebie w krzywym zwierciadle. I nie bardzo wiem jak patrzeć na siebie normalnie lub raczej tak jak patrzą na mnie ci wszyscy ludzie, których spotykam. Tydzień temu, kiedy spiesząc się do pracy nieomal wpadłam na pewnego starszego pana, który zamiast spopielić mnie wzrokiem spojrzał na mnie i powiedział : ,,O jaka śliczna buzia”. Najpierw spojrzałam na niego jak na kosmitę a potem się uśmiechnęłam. To wszystko trwało ułamek sekundy, ale nie po raz pierwszy zrozumiałam, że po prostu nie umiem przyjmować komplementów. Jakiś czas temu na imieninach Babci dawno nie widziana ciocia na mój widok zawyrokowała: ,,No babcia zobacz jak ta Ania wyładniała, szykuj kasę bo niedługo Ci się wnuczka żenić będzie”. Kilka dni temu myślami będąc jeszcze na koncercie Aleksandra Rybaka i śpiewając pod nosem ,,Funny little world” spotkałam moja sąsiadkę. Zamiast zwyczajowego dzień dobry dostałam: ,,Aniu już dawno miałam Ci to powiedzieć - jak pięknie wyglądasz”.

Bóg obdarzył mnie taką sobie urodą. Myślę, że nie jestem ani bardzo brzydka ani bardzo ładna. Jeśli nad sobą popracuję jestem w stanie wyglądać ładnie. Znośnie. Tak myślę, że raczej o wiele za często zwracam uwagę na moje mankamenty a nie na to, co jest dobre. Hm, właściwie to tą opinię mogłabym wypowiedzieć o dużej części tych miesięcy za mną. Powód? Pewnie jakaś cześć mojego mózgu nie jest odpowiednio dotleniana. Prawdopodobnie taka jedna mała żyła wrotna donosi to, co zwykle nosi w miejsce do tego nie przeznaczone. Prawdopodobnie w mózgu w ogóle nie ma żył wrotnych niosących tlen w miejsca do tego nieprzeznaczone ale wolę tą teorię niż pomysł, że świat czasem sprzysięga się przeciw mnie. Łatwiej walczyć z żyłą wrotna niż całym światem, prawda?

Ale chyba nic poza tym, poza tym ,,ładnie". Żadnych fajerwerków, żadnych omdlewających młodzieńców, żadnych adoratorów wyśpiewujących serenady(ok, był jeden, który zasypywał mnie różami). Miłość? Były dwie. Jedna umarła, druga odeszła przy okazji rozdeptując moje serce na dżem. Dosłownie. Czy będzie kolejna, ta prawdziwa? O z pewnością. Zgodnie z teorią, że nic w przyrodzie nie ginie tak i moje geny nie mogą zaginąć. Tylko jeszcze musi się znaleźć ktoś, komu te geny i cała reszta przypadną do estetycznego gustu.

Teoretycznie powinnam sama sobie zrekrutować męża/chłopaka/tragarza/towarzysza zakupów. W końcu jak powiedziała ostatnio moja szefowa, jestem teraz dojrzałym researcherem i świetnym materiałem na konsultanta. Tylko nie wiem jak w tym przypadku wyglądałaby kwestia zabarwienia emocjonalnego w stosunku do projektu rekrutacyjnego.

Jestem oazą spokoju. Wyluzowaną oazą spokoju na tafli jeziora. Wiecie jaką oazą, jak bardzo wyluzowaną i na jakiej tafli jeziora ;)

15 października 2009

Eyes wide shut

Życie jest dziwne. Nieustannie mieszają się między sobą smaki, zapachy, dźwięki tworząc mieszankę czasem wybuchową czasem euforyczną czasem po prostu zadziwiającą. Od pewnego czasu najzwyczajniej w świecie codziennie dziwię się światu i życiu. Bardziej mimowolnie niż będąc siłą sprawczą tych wydarzeń. Raczej wcielam się w rolę obserwatora uczestniczącego, w środku, w kotle wydarzeń, które sprawiają, że… dorosłość i dojrzałość nie brzmią już tak odlegle i nie są okrągłym słowem stosowanym na wszelkie okazje, gdy wypada wtrącić jakieś pełne słowo. Nie. To się jakoś dzieje mimo mnie i z moim cichym przyzwoleniem jednocześnie.

Odkrywam ostatnio magię, prostotę i czystą przyjemność, jaką może przynieść wymienianie listów z kimś, kogo uważam za przyjaciela. Może nie jest to taka przyjaźń typowa (choć czy przyjaźń tak jak związki można zaszufladkować?), to raczej pokrewieństwo sposobu myślenia, nadawanie na podobnych falach, mówienie podobnymi kodami. Lubię czytać coś, co zostało napisane specjalnie i z myślą o mnie. I lubię myśleć, że ktoś gdzieś tam o mnie myśli, może nawet troszczy w pewnym sensie. Lubię to uczucie takiego miłego ciepła, kiedy czytam każdy list. I zawsze czekam na kolejny. Ech…

Właściwie to oprócz P. raz na jakiś czas piszę listy do M. Moja przyjaciółka M. kilka razy uratowała mnie z psychicznych dołków, za co będę jej wdzięczna na wieczność. Wszystkie listy przechowuję, ale jeden, który napisała do mnie po jednym z moich głupszym wpisów na blogu jest dla mnie szczególny bo to tak jakby mówił do mnie Ktoś tam z góry. To ona a raczej On, który mówił przez nią uświadomili mi, że On nie da mi zginać. Że ta pewność, która od pewnego czasu we mnie jest, nie zniknie dopóki pokłada się tą pewność w Nim. W pewnym sensie uważam M. za mojego spowiednika a raczej jego żeńską wersję:) Jest w tym dużo prawdy, bo tematy naszych rozmów na ogół są z jednej strony życiowe a z drugiej niebiańskie. Sens? Zawsze jest.

Studiując 3 godziny w tygodniu a pracując 32 godziny w tygodniu człowiek się przewartościowuje. Wieczory się wydłużają, mistrzostwo świata osiągam w organizacji tygodnia z tylko jednym względnie wolnym dniem. Dochodzi do tego miecz katowski nad głową w postaci naukowej dysertacji na temat wpływu urlopów wychowawczych i macierzyńskich na rozwój kariery zawodowej kobiet i mężczyzn. Postaram się w niej udowodnić, że mężczyźni również mogą wychowywać dzieci po ich urodzeniu i jest to nawet wykonalne.

Tyle. Ach, moje paznokcie pomalowane na kolor malinowy są szekszi (jak mówi T.).

Time

Czas jest bezwzględny dla wszystkich bez wyjątku i po równo traktujący każdego. Płynie swoim trybem, stale ustalonym tempem. Sekundy, minuty...