Na fioletowo-szarych łąkach
Niebo rozpina płynność arkad
Pejzaż w powieki miękko wsiąka
Zakrzepła sól na nagich wargach...
There's no earthly way of knowing what was in your heart when it stopped going. The whole world shook. A storm was blowing through you.
21 października 2011
Mistrz Turnau
16 października 2011
Breslau
Cholera jasna.
Znów mi się śniłeś. Od tak bardzo, bardzo dawna to się nie zdarzyło. Po co więc teraz ?
Sen był krótki. Nic właściwie nie znaczący. Uśmiechnąłeś się, powiedziałeś, że mamy dużo czasu, całe popołudnie. Chyba dotknąłeś moich ust, ale nie jestem tego do końca pewna. Tak bardzo nie wierzyłam, że to dzieje się na prawdę, dlatego szybko się obudziłam.
Zapomniałam o Tobie. Jednak jakaś mała część mnie już zawsze będzie z Tobą.
Nie zjawiaj się więcej. Proszę. A jeśli już, to w świecie realnym.
02 października 2011
Adele ,,Someone like you"
Never mind
I'll find someone like you
I wish nothing but the best for you too
Don't forget me, I beg
I remember, you said:
"Sometimes it lasts in love
But sometimes it hurts instead.
Nothing compares
No worries or cares
Regrets and mistakes
They are memories made.
Who would have known
How bitter sweet this would taste?
25 września 2011
Back in town
Jestem zwierzęciem wielkomiejskim. Czasem nawet bardzo. Masochistycznie uwielbiam mieszać się z falą tłumu, przeglądać w wieczornych światłach ulicy. Uśmiechać się do mrugających latarni i otulać porannym chłodem. Następnie na koniec dnia zatrząsnąć drzwi mieszkania i z oddali nasłuchiwać odgłosów zasypiającego olbrzyma.
W środę wyruszyłam i wróciłam z dużego miasta na Śląsku. Przytłoczył mnie szarością. Uroczymi, ale zbyt rustykalnymi straganami z kwiatami. Niską zabudową i bliżej nieokreślonym poczuciem zrezygnowania. Dworcem kolejowym ciągle w budowie, na którym tylko cudem udało mi się odnaleźć nieistniejący peron.
To dziewięciogodzinne doświadczenie upewniło mnie w przekonaniu, że kocham mieszkać w dużym mieście. Z jego korkami, awariami i tłokiem. Wysokimi wieżowcami. Dźwiękiem metra wjeżdżającego na peron. Przeglądaniem się w witrynach sklepowych. Bliskością ważnych wydarzeń. Różnorodnością przejawiającą się w strojach, dodatkach, wyznawanych religiach.
Lubię tygiel. W pewnych granicach rozsądku oczywiście. Ale zbyt dużo spokoju, nicości i otwartej przestrzeni w pewnym momencie mnie przytłacza.
10 września 2011
Bliss
Bo czasem zdarza się tak, że serce zatrzymuje się w pół kroku. Nieważne, gdzie. W tramwaju w Warszawie, w metrze w Barcelonie czy taksówce w Paryżu. Myśl przychodzi niespodziewanie i trochę nieoczekiwanie. Nie czekasz na nią a jednak się pojawia. Łapiesz ją, bo przecież jest taka nieskazitelna. Uśmiechasz się, bo ogarniający ulice wieczór otula Cię swoim spokojem.
27 sierpnia 2011
Sekret bycia nieszczęśliwym polega na posiadaniu wolnego, który możemy poświęcić na zastanawianie, czy jesteśmy szczęśliwi, czy też nie.
Tak, to bardzo mądre, co Pan mówi.
Niejednokrotnie przekonałam się, że mój tryb myślenia zależy od pory dnia. Wzbraniam się na przykład przed myśleniem zaraz po wstaniu z łóżka. Kategorycznie zabraniam sobie rozpoczynania procesu myślenia kiedy jestem śpiąca. A nocą budzą się upiory spod materaca więc tym bardziej nie wolno.
Myślenie to taki dziwny proces. Niby coś naturalnego dla homo sapiens a każdy prowadzi go inaczej i przekraczając podobne checkpointy dochodzi do innych wniosków. Czasem skrajnie odmiennych. Wtedy nazywamy to różnicą poglądów. Różnica poglądów niekiedy eskaluje do rangi konfliktu. Konflikt może przybrać formę zbrojną. Następnie mamy wkroczenie wojsk NATO. Potem przylatuje ONZ posprzątać i przytulić sieroty. Czasem sypią solą, żeby nic więcej nie wyrosło. Jak w Kartaginie. A wszystko przez jedną, niepozorną myśl o ugotowaniu budyniu.
Myślenie ma przyszłość. Myślenie boli. Myślę, więc jestem. Myślenie podobno ma też potężną siłę kształtowania ludzkich losów. Tak więc kiedy kolejny raz zdecydujesz się pomyśleć, zastanów się najpierw.
21 sierpnia 2011
Paris – Barcelona – Tossa De Mar
Todo de pasa – wszystko przemija. Tym patetycznym ale jednocześnie prostym zdaniem rozpoczęłam zapiski z podróży po Barcelonie. Tym zdaniem pewnie je zakończę. Ale maniana zawsze wszystko można zacząć od początku.
W te wakacje byłam w trzech krajach. A właściwie w dwóch i pół, bo Luksemburg (a raczej Wielkie Księstwo Luksemburga) jest maleńkie, wielkości Pruszkowa i można zwiedzić go w dwie godziny. Ale jest, jest urokliwe i jest księstwem czyli ma Wielkiego Księcia, którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam.
Cóż, Paryż jest dumny. Dumny z samego faktu bycia Paryżem i bycia miastem francuskim. A jako, że jest we Francji to z definicji podobno jest najwyższej jakości. Pomijając ten fakt, moje estetyczne ja zaspokoiło swoje pragnienia oglądania rzeczy ładnych, symetrycznych, pięknych, uroczych i luksusowych. Nakarmiło się widokami Paryża z góry Wieży Eiffel’a (a raczej zespołu współpracowników Inżyniera Eiffel’a), z góry Łuku Triumfalnego, z placu Vendome pod hotelem Ritz i butikiem Chanel (niestety Karl był nieobecny, szkoda). Legendarny paryski szyk naprawdę istnieje i widać go na każdym kroku, na większości paryskich kobiet. Nocami śniły mi się rogaliki z truskawkową marmoladą.
Francuzi odmawiają używania jedynego słusznego moim zdaniem języka czyli angielskiego. Ich problem, ich wybór, ja się francuskiego uczyć nie będę.
Hiszpanie żyją inaczej. Bawią się w obserwowanie ludzi siedząc w barach tapas i popijając sangrię. W ciągu dnia na jakieś dwie, trzy godziny zamykają się w chłodnych czterech ścianach i za pełnym społecznym przyzwoleniem nie robią nic.
Barcelona jest tropikalna. I wakacyjna. Wrzący tygiel kultur, miliony turystów wszelkich nacji od Norwegii po Goa, upał no i oczywiście Gaudi. Zastanawiam się, co brał, że jego wyobraźnia płodziła takie cuda architektury. Może po prostu dużo sypiał i pomysły rodziły mu się w objęciach Morfeusza. Barcelona ponadto jest bardzo user-friendly: wszędzie dojdziesz na piechotę lub podjedziesz metrem i wreszcie wszędzie dogadasz się po angielsku ! Bardzo miło.
Dzięki W. nie gubię się w przepastnych korytarzach i kierunkach metra oraz nie muszę orientować się w mapie, co nigdy moją dobrą stroną nie było. Dzięki jego obecności czuję się bezpiecznie zwiedzając miasto. Chociaż dla niego ten wyjazd zaczął się bardzo mało szczęśliwie.
Wystawiamy twarze do słońca a raczej do cienia, bo słońce tutaj dobrze przypieka. Koczujemy na skałach niczym jaskiniowcy i gawędzimy z polskim kelnerem, który skończył prawo we Francji. Pod koniec pobytu nieco się nudzimy. Do tego stopnia, że W. przeczytał zarówno Telvę (po hiszpańsku !) jak i polskie Zwierciadło (ominął artykuł o historii marki Nivea ale zainteresował go felieton o fryzjerstwie).
Przed chwilą przy naszym prowizorycznym plażowym legowisku zjawiła się najprawdziwsza hinduska rodzina z okrzykiem ,,This rock rocks!”. Paplają w mieszaninie hindi-english, co daje mi możliwość powrócić wspomnieniami do Hindusów spotykanych w Polsce. ,,Sorry to disturbing your peace” – powiedziała z błędem i wyraźnym akcentem matka całej tej zgrai a jej uśmiech na chwilę stopił mi serce. Jak widać, matka ma trzech synów. Jeden, jakby wyjęty ze Slumdoga. Drugi, wypowiadający się czystą angielszczyzną z tym seksownym brytyjskim akcentem, prawdopodobnie większość czasu spędza w fancy szkole z internatem. Trzeci jest jakby mieszanką dwóch pozostałych. Ojciec rodziny prawdopodobnie piastuje wysokie stanowisko kierownicze w TATA lub Arcelorze i nosi Rolexa. Z tego względu to nie jest typowa hinduska rodzina. To jest rodzina od stóp do głów markowa. Dolce, GAP, Ralph Lauren, Tiffany’s towarzyszą im od rana do wieczora jak wierni towarzysze podróży.
Todo de pasa.
Time
Czas jest bezwzględny dla wszystkich bez wyjątku i po równo traktujący każdego. Płynie swoim trybem, stale ustalonym tempem. Sekundy, minuty...