Tak mi źle. Smutno mi, źle i chce mi się płakać. Wszystko jest takie szare. Myślała, że z tym smutkiem już się uporałam, ale chyba tak nie jest. Dzisiaj już kilka razy chciało mi się płakać. Na polskim słuchaliśmy przemówienia Papieża i znowu łzy zakręciły mi się w oczach. Wtedy doznałam takiej bezbrzeżnej chęci przytulenia się do kogoś. Zatonięcia w czyichś bezpiecznych ramionach. Żeby choć raz ktoś mi powiedział, że jestem dla kogoś ważna. To takie irracjonalne. Głupie i naiwne. Może jestem naiwna. Może. Nie wiem. Może wierzę w rzeczy, które według innych są infantylne i niedorzeczne. Nigdy nie zastanawiałam się jak postrzegają moją wiarę inni ludzie. Ale dzisiaj trochę się zawiodłam. Myślałam...a zresztą, nie ważne.
Trzeba chodzić w masce M. Pawlikowska- Jasnorzewska
Poszłam w masce zwinięta
W pelerynę ciemną
Z oczami zwężonymi
W migocące sierpy
Szczęście mnie nie poznało
I tańczyło ze mną
Nie wiedząc że to ja jestem
Ja której nie cierpi
I los też mnie nie poznał
I pomyślał sobie
Czemuż mam nie dogodzić
Tej obcej osobie
There's no earthly way of knowing what was in your heart when it stopped going. The whole world shook. A storm was blowing through you.
04 kwietnia 2005
Overwhelming sadness...
03 kwietnia 2005
Spieszmy się kochać ludzi. Tak szybko odchodzą...
Stars shining bright above you. Night breezes seem to whisper I love you. Birds singing in the sycamore tree. Dream a little dream of me
Say nighty-night and kiss me. Just hold me tight and tell me you’ll miss me While I’m alone and blue as can be. Dream a little dream of me
Stars fading but I will linger on him. Still caving your kiss I'm longing to linger till dawn dear. Just saying this Sweet dreams till sunbeams find you.Sweet dreams and evil worries behind you But in your dreams whatever they’ll be. Dream a little dream of me. Dream a little dream of me
Ten tekst jest optymistyczny. Pogodny i spokojny. Powinno być optymistycznie bo przecież On odszedł do tego lepszego świata. Tam gdzie my również kiedyś się znajdziemy. Ktoś powiedział, że zostaliśmy osieroceni. Ktoś, że odszedł największy Polak. Bo odszedł. I drugiego takiego może już nie być. Tylko w całym tym zgiełku zapomnieliśmy o najważniejszym. Że Bóg bardzo dobrze wie, co robi. I wcale nikt nas nie osierocił. Przecież jest Chrystus. I On nad nami czuwa. Tak sobie myślę, że śmierć papieża zastała zesłana dla nas jako taka próba. Jak my się w takim momencie zachowamy, co powiemy. Czy zdaliśmy ten egzamin dowiemy się dopiero tam, na górze.
W moim małym kościele był straszny tłum. Ksiądz Jacek, zwykle pogodny i uśmiechnięty, prawie płakał. A taka przygarbiona, siwiutka staruszka wierzchem dłoni ocierała spływającą po policzku pojedynczą łzę. Co jakiś czas słychać był dmuchanie nosa. I nawet dzisiejsza Ewangelia mówiła o tym żeby otrząsnąć się z bólu pomimo doświadczeń jakie Bóg na nas zsyła.
Dawno już tak nie płakałam. Płakałam wczoraj o 22, kiedy Miecugow ogłosił tę wiadomość. Płakałam dzisiaj. Łzy jak maleńkie strumienie płynęły mi po twarzy i chyba oczyszczały. Z emocji, z bezsilności jaka panowała przez te dwa dni, z czystej rozpaczy, z uświadomienia sobie, że Jan Paweł II był dla mnie kimś ważnym. To takie patetyczne- był dla mnie kimś ważnym. Ale jak inaczej można to powiedzieć? Przed Nim nie był nikogo takiego. I teraz, pisząc te słowa chce mi się płakać. Nie wiem dlaczego. Bo przecież...po burzy przyjdzie nowy dzień.
02 kwietnia 2005
Just follow Him...
Od wczoraj miałam napisać o wielu rzeczach. Rano po prostu się przestraszyłam. Papież umiera a ja tu się martwię czy się dostanę na studia. Ale musiałam pójść do szkoły, trochę pograć tę rolę narzuconą mi z góry. Ale potem doznałam takiego dziwnego uczucia- radość życia? Chyba tak. Jak tak wychodziliśmy grupą ze szkoły, śmialiśmy się to nagle zachciało mi się wykrzyczeć do Ciebie Boże, że dziękuję Ci za to. Za to słońce, ich wszystkich i tę nieuchwytną gołym okiem więź jaka nas łączy.
Ale nie umiem dopatrzyć się w tym wszystkim sensu. Tak, On idzie tam gdzie będzie mu lepiej. Już wiele się nacierpiał i niech odejdzie w pokoju. Ale ja nie umiem tego zrozumieć. Tyle jest ludzi złych, niegodziwych, których możesz wziąć do siebie. Dlaczego właśnie O? Odkąd żyję to papież= Jan Paweł II. Papież, który odwiedzał żydowskie synagogi i muzułmańskie meczety, podróżował do odległych zakątków świata i tych bliższych. Papież, który spiżową bramę otworzył na świat. Papież, który jest Polakiem. Papież, który przyczynił się do obalenia komunizmu. Papież, który zawsze kojarzył mi się z takim dobrym dziadkiem, zawsze uśmiechniętym, który tak jak Jezus, chciał, żeby przychodziły do niego dzieci i siadały na kolanach. Papież, który jest. A za chwilę może go już nie być. Na CNN i BBC mówili o ewentualnej sukcesji, zapraszali lekarzy, komentatorów. Była nawet relacja z miasta ,,Krakow” ,,where the Pope was na arhibishop” A u nas relacje z Jasnej Góry, Wadowic, Krakowa, Warszawy. I 60 tysięcy ludzi na Placu św. Piotra. Coś się kończy. Coś się zaczyna. ,,Jego życie się nie kończy ale zmienia” Jako chrześcijanie powinniśmy wierzyć, że tak jest. Tam, gdzie On idzie, nic już nie jest ważne. Nic nikogo nie boli, nikt nie cierpi.
Miałam też pisać o moim poczuciu własnej wartości, które ostatnio równa się zeru. Nie będę pisać, że jestem głupia, brzydka i niczego w życiu nie osiągnę bo to jest i przegadane, nudne i wszyscy o tym wiedzą.
31 marca 2005
Bluegirl ma liryczny nastrój 2
***
Po prostu daj mi spokój
Nie. Nie chcę cię widzieć
Tak. Jestem zła
Oczywiście, że na ciebie
A jak myślisz
Domyśl się
Nie będę ci więcej tłumaczyć
Nie. Nie będę cię więcej prosić
A później życie pokaże...
***
,,Tak niewiele potrzeba”
Nie będę kłamać
Bo po co jątrzyć rany
Niszczyć marzenia
Pustoszyć serca
Moje cele ważniejsze od twoich
Wystarczy trochę wysiłku i silnej woli
By na zawsze pogrzebać to co najdelikatniejsze
Mnie i ciebie łączącą nić
Ktoś kiedyś powiedział że nie będzie kłamać
Ten pierwszy wiersz jest trochę patetyczny i nadęty ale mówi sie trudno. Life is just a dream within a dream- jak mówi J. I czasem jest patetyczne i nadęte.
29 marca 2005
It's an unimportant thing...
Rodzina. Zaczęłam się nad tym hasłem zastanawiać po pewnych wstrząsających wydarzeniach i kilku szczerych rozmowach. Model mojej rodziny to: 2+2, czyli mama, tata, syn i córka. Typowa polska jednostka społeczna. Ale czy na pewno? Bo u mnie w domu rodzice nie miewają ,,cichych dni”, kiedy nie odzywają się do siebie, a całe mieszkanie pogrążone jest w niespokojnej ciszy. U mnie w domu tata nie pije i nie bije żony i dzieci, a mama codziennie rano wciska mi i mojemu bratu drugie śniadanie. Moim rodzicom mogę się zwierzyć dosłownie ze wszystkiego. Zawsze mogę liczyć na ich pomoc i wyrozumiałość. To dzięki nim nie popadłam w depresję z powodu pewnego przedmiotu(zwanym matematyką). Mój brat, pomimo wad, jest naprawdę kochanym, dorastającym młodym człowiekiem. Czasem się kłócimy, ale zawsze dochodzimy do kompromisu. Z naszymi rodzicami mamy wspólne tematy do rozmowy, śmiejemy się z tych samych żartów, nie ma tu miejsca na sztuczność czy złość. Moi rodzice i brat wiedzą, co ostatnio zdarzyło się u mnie w szkole, jakie dostałam oceny. Dotychczas uważałam, że ten model rodziny to codzienność. Doznałam szoku, gdy moja przyjaciółka uświadomiła mi, że u jej rodziców kłótnie i sprzeczki to zwykła, szara codzienność. U niektórych zdarzają się pijackie awantury. O relacjach dziecko – rodzic świadczy fakt, że większość moich znajomych nazywa swoich rodzicieli "matka" lub "ojciec", przy czym ja zwracam się do nich "mama" i "tatuś". Niektórzy mają tylko jednego rodzica. Jeszcze inni z pozoru mają normalny dom, ale wszystko jest przerośnięte sztucznością i obłudą. Części z nich taki stan rzeczy odpowiada, innym nie. I ci pierwsi i ci drudzy to ofiary depresji, wpadania w nałogi, mentalnych blokad, skrywanych urazów. Niektórym nie da się pomóc, a innym trzeba uświadomić, że mają prawo do normalnego traktowania i poszanowania własnej, ludzkiej godności. Uświadomiłam sobie jaką jestem szczęściarą, że mam normalną i kochającą się rodzinę. Teraz doceniam wszystko co zrobili dla mnie moi rodzice. Zawsze odczuwałam ich miłość i troskę o mnie, ale dopiero teraz potrafię to należycie docenić.
***
Ten tekst napisałam pół roku temu. Nic się w moich poglądach na ten temat nie zmieniło. Chyba dorastam. W końcu.
27 marca 2005
Z serii: Bluegirl ma liryczny nastrój
Noc i dzień
Już nie przychodzisz w nocy
Letni wiatr rozwiał kolorowe wstążki
Nie otulasz ciepłym kocem
Jesienny ogień spalił papierowe serca
Nie dotykasz miękką dłonią
Zimowy śnieg przykrył splecione ręce
Zniknęły ciche szepty, gesty
Pogubiły się słowa, zdania
Wiosennym deszczem spłynęły gorzkie łzy
Goście, goście u mnie w domu...
Tak niewiele (a może tak dużo?) potrzeba żeby mnie natchnęło. Bo takie jakich wiele spotkań rodzinnych przy okazji Świat Wielkiej Nocy. Rodzina – duża, hałaśliwa, czasem nie do zniesienia. Nawet bardzo czasem. Ale już nie mogę. Ile razy można rozmawiać o tym samym? Ile można jeść? Albo ja nie pasuję do otoczenia albo odwrotnie. Po prostu- chyba jestem za mądra. Jakkolwiek by to głupio zabrzmiało. Chociażby taka moja daleka kuzynka- M., tegoroczna maturzystka. I jedyne o co mnie zapytała to czy się dużo uczę. I widziałam jej film ze studniówki. Oczywiście po dwugodzinnym maratonie filmowym z mojego balu. Aż mnie ręka świerzbiła, żeby ją strzelić w twarz jak zaczęła bezczelnie obgadywać nasze stroje i "dlaczego faceci są bez marynarek?" Ale moją sukienkę pochwaliła. Czyżby przebłyski uprzejmości? (ironiczny śmiech) A jak zaczęły szeptać sobie na ucho z E. to myślałam, że wyjdę i nie wrócę. I tekst dziadka: "Chodźcie obejrzeć laseczki" do moich dwóch wujków, którzy i bez tego są nieźle trzepnięci - dwa napalone samce. Wracając do studniówki M. Tandeta, chała i buractwo. Kolorowe baloniki, jej jasno różowa sukienka zbyt opinająca obcisłe kształty i jej partner o wyglądzie dresa, chociaż o to nie można go winić. I tekst dnia: "Dlaczego ich nie zabawiasz, one przyjechały do ciebie". Chodziło o dostarczanie rozrywki mojej siostrze ciotecznej i M., mam je na siłę ciągnąć, żeby naruszały przestrzeń życiową mojego niebieskiego pokoju i na siłę zabawiać rozmową skoro nie mamy o czym rozmawiać? Skoro ich ulubione tematy to "idźmy na zakupy" i "idźmy na plotki". Ja mam wiele wad. Dobrych stron jak na lekarstwo. Jestem przewrażliwiona na swoim punkcie i mam chroniczny brak wiary w siebie. Ale umiem spojrzeć na siebie z boku Ale na Boga! Nie zachowuję się jak cham z dalekiego Targówka (przepraszam, J. ale tak się mówi, Ty jesteś przedstawicielem tej części społeczeństwa, którzy umieją się zachować stosownie do sytuacji) Gdzie się podziali inteligentni ludzie? Esteci, gdzie jesteście? Zaczynam zachowywać się jak kobieta w ciąży- huśtawki nastrojów od euforii do skrajnej depresji. Idę sobie popłakać. Może ten głupi nastrój mi przejdzie... I nikt mnie nie przytuli...
Time
Czas jest bezwzględny dla wszystkich bez wyjątku i po równo traktujący każdego. Płynie swoim trybem, stale ustalonym tempem. Sekundy, minuty...
-
Będzie o pieniądzach. Odkąd pracuję zawodowo staram się oszczędzać przynajmniej część każdej miesięcznej pensji. Mam wrażenie, że nie wydaj...
-
Czas teraźniejszy przypomina mi koniec semestru w liceum. Multum sprawdzianów(teraz dumnie nazywane kolokwiami), testów zaliczeniowych, prac...
-
Nie żebym chciała zapychać bloga nie pisząc niczego ale przeglądając zdjęcia z ostatnich kilku plenerów znalazłam pare ładnych, na których m...