
Może moja obserwacja nie jest zbyt odkrywcza ale na własny prywatny użytek ukułam sobie termin ,,efekt sukienki’’ czyli tą ciekawą kobiecą właściwość ściągania na siebie spojrzeń przypadkowo spotykanych mężczyzn czy to na ulicy, czy to w autobusie o wiele częściej gdy kobieta ma na sobie spódnicę czy sukienkę. Sukienka taka nie musi być krótka, wystarczy do pół łydki. Oczywiście to wszystko zależy od całości, jaką dana kobieta prezentuje, od figury, włosów, dodatków w postaci biżuterii, szalu, perfum, makijażu, torby, butów i tego typu szczegółów, na które dziewczyny zwracają uwagę w sensie technicznym a dla mężczyzn są pewnie albo nieistotne albo niedostrzegalne w tym sensie, że patrzą na całość a nie na części całości. Jednak zauważyłam na własnym przykładzie, że z jednej strony wkładając spódnicę czy sukienkę od razu czuję się 50% razy więcej kobietą a z drugiej strony 50% spotykanych mężczyzn lustruje mnie od stóp do głów. Nie wiem, co myślą, możliwe, że to, co widzą im się nie podoba, ale fakt jest faktem, że tych spojrzeń na sobie czuję więcej niż gdybym założyła spodnie. Moja teza, że kobieta w sukience przyciąga więcej męskich spojrzeń niż kobieta w spodniach może być poparta takim argumentem, że po prostu kobiety powszechnie chodzą w spodniach czy to dżinsach czy takich od garnituru a rzadziej w sukienkach i widok sukienki na kobiecie automatycznie przyciąga spojrzenie. Może też być tak, że mężczyźni po prostu lubią patrzeć na kobiety w sukienkach. Podobno mężczyźni są prości. Tak przynajmniej niektórzy reprezentanci tego gatunku mi mówili.
Nie zmienia to faktu, że zaczynam wyznawać kult sukienki. Chociaż do bycia zgrabną trochę mi brakuje to zakładając sukienkę czy spódnicę od razu czuję się ładniejsza, bardziej kobieca i pewniejsza siebie. Dodać do tego buty na obcasie, oczywiście dobrze dobrane- w takich butach trzeba umieć chodzić i nie być niewolnikiem mody, czyli chodzić na niebotycznych wręcz szpilkach tylko dlatego, że to jest modne i katować się każdym wykonanym krokiem. Obcasy tylko wtedy dodają pewności siebie i powabu gdy umiemy w nich pewnie chodzić. No i sylwetka robi się bardziej wysmukła, jakoś całe ciało stara się wyglądać jak najlepiej. No i tak wyposażoną można ruszać na podbijanie świata:)
Chociaż ciągle muszę walczyć ze sobą i ciągle na nowo zaczynać akceptować własne ciało to właśnie sukienki bardzo w tym procesie pomagają. Sprawiają, że czujesz się trochę jak księżniczka na balu albo młoda dama z wiktoriańskiej Anglii. Czego sobie życzę z całego serca. Księżniczki, Anglii, serca, balu i akceptacji.