Jest pierwsza w nocy. To dziwna godzina. Taka niepasująca do pozostałych. Pierwsza godzina nowego dnia ale zwykle przychodzi niepostrzeżenie i zwykle nie zauważamy, że już zmieniła się cyfra w kalendarzu. Niektórzy od kilku godzin już śpią, inni zasypiają, inni być może dopiero zaczynają dzień. Pierwsza w nocy to dobra godzina. Jest już na tyle cicho, że można wsłuchać się co mówi noc, psy nie szczekają, tramwaje już nie jeżdżą, może tylko gitarzyści korzystają z tej błogosławionej ciszy i właśnie teraz próbują uchwycić drżenie strun i nadać im ten jeden, niepowtarzalny szlif.
Pada deszcz. Kilka godzin wcześniej lało tak jakby ktoś w niebie umarł. A błyskawice były takie rozjuszone. Dostojne. Jak werble.
Próbuję wsłuchać się w te krople deszczu, które spadają na mój parapet. Mój niebieski pokój, który niebieskim jest już tylko z definicji, bo nie wiedzieć czemu postanowił zostać mulatem, utopił się w ciemności i tylko nad łóżkiem widać takie jasne, świetlne rysunki jakby wyrysowane dłutem. Jest cicho. W oddali słychać tylko odgłosy muzyki. Ale to na pewno nie gitarzyści. Jak chcą to mogą sprawić, że gitara brzmi jak harfa. Mają tez takie gitary, które brzmią jak sitar albo mandolina. To jest fascynujące. Gitarzyści też są fascynujący. No, może nie wszyscy ale kilku bardzo fascynujących by się znalazło. Znam też takiego bardzo bardzo fascynującego.
Ta notka nie ma właściwie sensu. Ale co zrobić skoro te słowa piszą się same. Fakt, uderzam własnym palcami o klawiaturę ale same słowa idą gdzieś z głębi, gdzieś z nadświadomości. Jeżeli taka istnieje.
W tej chwili po głowie plączą mi się dwa cytaty. Jeden z Simona: ,,Can you imagine us years from today, sharing the park bench quietly. How terribly strange is to be seventy”. A drugi, z Karin Stanek. Chodzi za mną toto i chodzi od jakiegoś miesiąca;) ,, Chłopiec z gitarą byłby dla mnie parą.” Jakby co, to puszczam do was oko:)
There's no earthly way of knowing what was in your heart when it stopped going. The whole world shook. A storm was blowing through you.
16 sierpnia 2008
Raindrops
12 sierpnia 2008
Tranquility
Jestem szczęśliwa. Jest cudownie. Jest cudownie bo jest normalnie. Jest normalnie tak jak nie było nigdy. Może i mam coś w sobie z emo ale emo uwielbiają pławić się w swojej depresji i jest im z tym dobrze. Mnie nie. Dlatego teraz jestem szczęśliwa. Cholernie. Aż nieprzyzwoicie. Chociaż może nie widać.
Cóż Boże, jednak znów miałeś rację. 1:0 dla Ciebie :) I oby tak było zawsze.
I cóż dwa, nie wiem czy można uzależnić się od Broken Wing. Postaram się tę przyjemność dozować;)
To zdjęcie zrobiłam w niedzielę. Siedziałam w ogrodzie z bolącym okiem i tak się jakoś zrobiło. Pasuje do tego spokoju.
27 lipca 2008
Berlin, eins
,,Żyć trzeba dać”- by Apsalar.
Tellur kazał mi napisać, że w Berlinie nic się nie działo. Fakt, bomba na nas nie spadła, nie zaatakowali nas neonaziści ani nikt nie wmawiał nam, że jesteśmy odpowiedzialni za Holokaust. Ale zacznijmy od samego początku. Po usadowieniu się w pociągu relacji Warszawa-Berlin i usłyszeniu jak pani z głośników mówi po polskiemu zaczęliśmy naszą grosse Reise nach Berlin czyli pojechaliśmy do Aps i Arlety. Podróż tę odbyłam z Tellurem, który okazał się jak zwykle świetnym towarzyszem rozmów, żartów i tym podobnych sentymentalnych stuff. I przepraszam, że śmieszą mnie Twoje głupie teksty:). Kiedy nie gadaliśmy o naszych uczuciowych long stores tudzież o losie naszego wspólnego dziecka (no oczywiście, że Forum Wyrafinowanych Estetów) na wirtualnej emigracji, tellur zarabiał na kieliszek chleba tłumacząc grafomaństwo niejakiej Miss Agathy Christie. Droga o dziwo upłynęła nam zadziwiająco szybko. Nawet nie zauważyliśmy a byliśmy w Deutchland (ach to Schengen:) ), które to przywitały nas do białości czystym dworcem oraz widokiem schick&stylish Aps i Arlety w bliźniaczo podobnych płaszczykach. Po burzliwej dyskusji, które bilety kupić, wsiedliśmy w kolejkę i po 15 minutach znaleźliśmy się pod czerwonym chipsem(albo językiem), minęliśmy hinduską knajpę i poszliśmy do mieszkania dziewczyn. Generalnie zaraz mieliśmy iść spać bo przecież trzeba rano wyruszyć podbijać Berlin ale musieliśmy omówić wiele ważkich spraw jak nowa dziewczyna Jasia, dylematy życiowe oraz intymne życie Estetów. Zrobiła się z tego 3 w nocy więc po zjedzeniu wina, wypiciu herbaty, sera, chleba orkiszowego, szynki własnej roboty i senfu ekologicznego poszliśmy spać. Tellur ma wyjątkowo spokojny sen, dobrze mi się spało u jego boku;). Rano dziewczyny poszły na ruski a ja i Tellur zdobywać Berlin. Jest fajny. Berlin znaczy się. Tellur też ale do tego się większość z nas już przyzwyczaiła. W Berlinie najważniejsze zabytki są na głównej ulicy Unter den Linden i chyba tylko zagubiony mógłby się tam zgubić;). Tak więc wspólnymi siłami przy udziale naszych foreing language skills i powtarzając coś takiego: ,,Zapytaj się tego, powiedz Hande hoch! Gdzie jest Aleksander Platz?” zaliczyliśmy: Unter den Linden Strasse, Brandenburger Tor, Reichstag, Berliner Dom, Mauer, 5 sklepów z takimi samymi pamiątkami, pomnik ofiar Holokaustu, Fernsehturm z zewnątrz i Aleksander Platz z czego zdaliśmy sobie sprawę później. Następnie zjedliśmy lody w Sybolu kapitalizmu czyli McDonalds (Na Marien Kirche jest reklama MD, spytajcie Tellura :) ). Następnie dołączyliśmy do Arlety i Aps na Uniwersytecie Humboldta, gdzie na wejściu wita nas cytat z Marksa ,,Do tej pory filozofowie tylko opisywali świat, idzie o to by świat zmieniać”. Zjedliśmy obiad i wyruszyliśmy na spacer na ulicę- świątynię konsumpcji czyli Kurfurstendamm Strasse. Gucci, Pucci, Dolce i Gabana oraz Lacoste. Oraz Aishwarya Rai reklamująca burżujskie zegarki no i clu programu- Kaufhaus Des Westens czyli tak wygląda kobiecy raj. Naprzeciwko jest Gedachtnis Kirche każący pamiętać o wojnie i tak dalej ale KaDeWe jest fajniejszy do zwiedzania. Taki londyński Harrods. Wstąpiliśmy jeszcze do ichniejszego Traffica czyli Dussmana gdzie nabyłam drogą kupna Umrao Jaan(bollywodzka opowieść o kurtyzanie) a Tellur dwupłytowe wydanie Shillera. Następnie stwierdziliśmy, że wracamy do domu. Po zapchaniu się pysznym ciastem śliwkowym Arlety zrobiliśmy małe pidżama party i rozmawialiśmy o fryzurach intymnych gdzie Tellur dowiedział się czym jest pas startowy oraz obgadaliśmy połowę tego o czym można gadać. Znów zrobiła się 3, Aps jak sama powiedziała się wstawiła, więc Morfeusz niezwykle chętnie przyjął nas w swoje ramiona.
C.d.n. …
26 lipca 2008
bliss
Miało być o Berlinie ale z tego rozkojarzenia nie mogę zebrać myśli. O Berlinie będzie jutro. Dziś nie mogę skupić się na najprostszych czynnościach więc nie wymagajcie super elokwentnej notki o naszych wojażach w Deutchland:)
No zakochałam się. I chyba od pierwszego wejrzenia. I to jest tak dziwne, że aż nieprawdopodobne. Bo podobno coś takiego nie istnieje a nawet jeśli istnieje to lepiej w to nie wierzyć bo się nie spełni i tak dalej. Ale jednak istnieje. I jest zupełnie namacalne.
I boję się zrobić coś dalej bo boję się, że to wszystko zaraz się rozwali jak długo budowany domek z kart. Chociaż pewne kroki robią się same. Ale skoro Boże uwierzyłam Ci kiedyś, że Ty dobrze wiesz, co robisz to i teraz Ci zaufam.
06 lipca 2008
Kabhi hai
Hindusi mają jedną zasadniczą wadę- są Hindusami. Więc komunikacyjnie jest z nimi trudno. Chociaż znajomość polskiego jeszcze nie gwarantuje łatwości komunikacyjnej to ten mały szczegół zwykle pomaga. Jednak dla podbudowania poczucia własnej wartości, które u mnie zwykle leży i się obija zamiast mi służyć, należy pozwolić im się adorować. A Hindusi robią to w zadziwiająco szybki i skuteczny sposób. Po jednej piosence się do Ciebie kleją, po drugiej pokazują na swoje i twoje serce oraz patrzą głęboko w oczy, a po trzeciej wyznają miłość lub proponują małżeństwo. Aha, w międzyczasie szepczą coś tam do ucha, całują po karku i mówią ,,Jesteś piękna”. Nie wiem na 100% czy ten schemat powtarza się w każdym przypadku i z każdymi Hindusami, ale w przypadku moim zdarza się to za każdym razem. I cóż, żeby nie było- muszę przyznać, że nie rzucają się na każdą białą laskę, która pokaże dekolt tylko jakieś tam kryteria doboru mają. I tak słodko się gniewają, kiedy mówię, że muszę już iść. Cóż polecam każdej dziewczynie, która myśli, że jest nic nie warta albo bardzo mało warta. Hindusi przywracają wiarę w siebie. I nieźle całują po karku.
Na imprezy Bollywoodzkich zwykle dwie rzeczy zawsze są pewne: dużo świetnej, porywającej muzyki do tańczenia oraz dużo przystojnych Hindusów, bardzo często avatarów Aamira Khana czy innego Hrithika. Generalnie miło jest poczuć na sobie wzrok mężczyzn, którzy z chęcią nie poprzestaliby jedynie na całowaniu w kark właśnie Ciebie.
27 czerwca 2008
Pink glass
Oł Dżizas. Im dalej w las tym ciemniej ale mam przynajmniej maczetę, latarkę i podręczny zestaw do survivalu. W sensie- uwielbiam swoje wybory życiowe bo oprócz jednego to jak na razie wszystko układa się dobrze i zmierza do tego celu, który sobie wyznaczyłam. Jesli jeszcze ktoś nie obrał takiej strategii to serdecznie polecam. BTW, ostatnio ,,serdecznie" to moje ulubione słowo. Na zmianę z ,,rozumiem". Słowa ,,rozumiem" można użyć w funkcji kropki, przecinka, zdania oraz wypełniacza wypowiedzi.
Aktualnie wcielam się w rolę ,,Praktykantka w firmie doradczej X". Sama ją sobie wybrałam tak jak wszystkie (oprócz jednej), które pełnię. Zakres moich obowiązków będzie wyglądał w moim bogatym już CV bardzo estetycznie. Cała organizacja, miejsce położenia firmy i inne komponenty są bardzo estetyczne. I kurczę, aż się boje stwierdzić, że takie miejsce i organizacja mi szalenie odpowiada. Czuję, że to polubię.
Firma X podzielona jest na kilka działów. Mamy więc dział rekrutacji na wyższe stanowiska menedżerskie, informatyczne, produkcyjne. Następnie jest dział outsourcingu kadrowo- płacowego oraz dział organizacji szkoleń zewnętrznych. I najfajniejsze jest to, że już kilka razy mogłam zabłysnąć moją teoretyczną wiedzą z zakresu HR a nawet jakiejś teorii z komunikacji interpersonalnej. I jeszcze fajniejsze jest to, że w firmie X pracuje absolwentka ISNS. No to mamy niekończący się temat do rozmów. Jak to mówią: operujemy tymi samymi kanałami komunikacyjnymi.
Urządzenia, które nie mają dla mnie praktycznie żadnych tajemnic: ksero, faks, bindownica, dziurkownica, nożyczki, telefon, system wysyłania przesyłek, system działania Poczty, system markowania pracy, system organizacji pracy by wyjść o 17, system 20 wind(coś jak w CUBE).
I najlepsze: Dzięki Ci Boże za soczewki kontaktowe;)
22 czerwca 2008
***
Moja pierwsza miłość- chodzący kompleks wyższości. Moja druga miłość- gej (do których nic nie mam). Moja trzecia miłość- a most peculiar man i smutny człowiek (do których mam aż za dużo). I najgorsze jest to a może po prostu żałosne, że ta trzecia miłość nie chce odejść. A Bóg mi świadkiem, że chciałabym ją z siebie wyrwać z korzeniami, bo przynosi tylko ból. Wolałabym przenieść to uczucie na kogoś innego, kto byłby tego wart. Każda dziewczynka marzy o swoim księciu na białym koniu a ja aktualnie marzę o tym by ten aktualny książę zabrał wszystkie swoje manele, razem z pustymi słowami i wyprowadził się z mojego serca. Wstydzę się tego uczucia. Nie chcę go. Luksus przywiązania, na jaki sobie pozwoliłam teraz domaga się zapłaty.
Time
Czas jest bezwzględny dla wszystkich bez wyjątku i po równo traktujący każdego. Płynie swoim trybem, stale ustalonym tempem. Sekundy, minuty...
-
Będzie o pieniądzach. Odkąd pracuję zawodowo staram się oszczędzać przynajmniej część każdej miesięcznej pensji. Mam wrażenie, że nie wydaj...
-
Nie żebym chciała zapychać bloga nie pisząc niczego ale przeglądając zdjęcia z ostatnich kilku plenerów znalazłam pare ładnych, na których m...
-
Czas teraźniejszy przypomina mi koniec semestru w liceum. Multum sprawdzianów(teraz dumnie nazywane kolokwiami), testów zaliczeniowych, prac...