Trochę mnie nosi. Dobrze, że teraz raz na jakiś czas mogę wyjść legalnie z biura, przejechać się po mieście, coś zobaczyć, zaobserwować, przetrawić. Spotkania z klientami to może nie jest najbardziej relaksujące doznanie na świecie, ale może z czasem wykształcę w sobie tego skilla.
Odkąd sięgam pamięcią, zawsze chciałam dużo wiedzieć, dużo doświadczać i dużo zwiedzać. Jak byłam mała, to zawsze kiedy byłam z wizytą u babci, ciągnęłam ją do księgarni. A w okolicy były w tamtym czasie aż cztery bardzo blisko siebie. Niektóre książki jak ,,Kwiat kalafiora" czy ,,Matyldę" czytałam po kilka razy. Uwielbiałam słuchać cioć, wujków, starszych kuzynów... A oni cierpliwie odpowiadali na moje pytania na temat zasad rządzących się porodem krowy czy obowiązków sołtysa. Dobra, sama sobie odpowiedziałam w tym momencie, co ja właściwie robię w rekrutacji. I dlaczego.
W momencie kiedy zaczęłam dostawać pensję, zaczęłam trochę tej gotówki używać w celach czysto utylitarnych - mianowicie na podróże. Każdą z nich, tą najkrótszą do Pragi czy Berlina i tą najdłuższą i najcięższą do USA będę pamiętać do końca życia. Niektóre szczegóły zacierają się, obrazy tracą ostrość ale pozostaje poczucie spełnienia i jednocześnie głodu na więcej.
Nowe smaki - cóż może herbata z cynamonem, mlekiem i sokiem malinowym nie była najszczęśliwszym pomysłem, za to wszystkie przepisy z książki kucharskiej Kaczora Donalda to strzał w dziesiątkę !
Co pewien czas mam fazę na pewne zjawisko kulturalne - Bollywood, monarchie, Simon&Garfunkel, Alexander Rybak, Robbie Williams, Phil Collins, Fun, musicale, Monty Python, Harry Potter, Jane Austen, Big Bang Theory, Sex and the city, Pawlikowska, Tudorowie, Coehlo, życie Coco Chanel...... Wiele z tych faz nie przemijają a jedynie przyczajają się by w najmniej odpowiednim momencie (kiedyś np. w trakcie sesji) wybuchnąć ze zdwojoną siłą.
Mam ukrytą, utajoną i trzymaną w ryzach karłowatą formę ADHD.