06 lipca 2008

Kabhi hai

Hindusi mają jedną zasadniczą wadę- są Hindusami. Więc komunikacyjnie jest z nimi trudno. Chociaż znajomość polskiego jeszcze nie gwarantuje łatwości komunikacyjnej to ten mały szczegół zwykle pomaga. Jednak dla podbudowania poczucia własnej wartości, które u mnie zwykle leży i się obija zamiast mi służyć, należy pozwolić im się adorować. A Hindusi robią to w zadziwiająco szybki i skuteczny sposób. Po jednej piosence się do Ciebie kleją, po drugiej pokazują na swoje i twoje serce oraz patrzą głęboko w oczy, a po trzeciej wyznają miłość lub proponują małżeństwo. Aha, w międzyczasie szepczą coś tam do ucha, całują po karku i mówią ,,Jesteś piękna”. Nie wiem na 100% czy ten schemat powtarza się w każdym przypadku i z każdymi Hindusami, ale w przypadku moim zdarza się to za każdym razem. I cóż, żeby nie było- muszę przyznać, że nie rzucają się na każdą białą laskę, która pokaże dekolt tylko jakieś tam kryteria doboru mają. I tak słodko się gniewają, kiedy mówię, że muszę już iść. Cóż polecam każdej dziewczynie, która myśli, że jest nic nie warta albo bardzo mało warta. Hindusi przywracają wiarę w siebie. I nieźle całują po karku.

Na imprezy Bollywoodzkich zwykle dwie rzeczy zawsze są pewne: dużo świetnej, porywającej muzyki do tańczenia oraz dużo przystojnych Hindusów, bardzo często avatarów Aamira Khana czy innego Hrithika. Generalnie miło jest poczuć na sobie wzrok mężczyzn, którzy z chęcią nie poprzestaliby jedynie na całowaniu w kark właśnie Ciebie.

27 czerwca 2008

Pink glass

Oł Dżizas. Im dalej w las tym ciemniej ale mam przynajmniej maczetę, latarkę i podręczny zestaw do survivalu. W sensie- uwielbiam swoje wybory życiowe bo oprócz jednego to jak na razie wszystko układa się dobrze i zmierza do tego celu, który sobie wyznaczyłam. Jesli jeszcze ktoś nie obrał takiej strategii to serdecznie polecam. BTW, ostatnio ,,serdecznie" to moje ulubione słowo. Na zmianę z ,,rozumiem". Słowa ,,rozumiem" można użyć w funkcji kropki, przecinka, zdania oraz wypełniacza wypowiedzi.
Aktualnie wcielam się w rolę ,,Praktykantka w firmie doradczej X". Sama ją sobie wybrałam tak jak wszystkie (oprócz jednej), które pełnię. Zakres moich obowiązków będzie wyglądał w moim bogatym już CV bardzo estetycznie. Cała organizacja, miejsce położenia firmy i inne komponenty są bardzo estetyczne. I kurczę, aż się boje stwierdzić, że takie miejsce i organizacja mi szalenie odpowiada. Czuję, że to polubię.
Firma X podzielona jest na kilka działów. Mamy więc dział rekrutacji na wyższe stanowiska menedżerskie, informatyczne, produkcyjne. Następnie jest dział outsourcingu kadrowo- płacowego oraz dział organizacji szkoleń zewnętrznych. I najfajniejsze jest to, że już kilka razy mogłam zabłysnąć moją teoretyczną wiedzą z zakresu HR a nawet jakiejś teorii z komunikacji interpersonalnej. I jeszcze fajniejsze jest to, że w firmie X pracuje absolwentka ISNS. No to mamy niekończący się temat do rozmów. Jak to mówią: operujemy tymi samymi kanałami komunikacyjnymi.
Urządzenia, które nie mają dla mnie praktycznie żadnych tajemnic: ksero, faks, bindownica, dziurkownica, nożyczki, telefon, system wysyłania przesyłek, system działania Poczty, system markowania pracy, system organizacji pracy by wyjść o 17, system 20 wind(coś jak w CUBE).

I najlepsze: Dzięki Ci Boże za soczewki kontaktowe;)

22 czerwca 2008

***

Moja pierwsza miłość- chodzący kompleks wyższości. Moja druga miłość- gej (do których nic nie mam). Moja trzecia miłość- a most peculiar man i smutny człowiek (do których mam aż za dużo). I najgorsze jest to a może po prostu żałosne, że ta trzecia miłość nie chce odejść. A Bóg mi świadkiem, że chciałabym ją z siebie wyrwać z korzeniami, bo przynosi tylko ból. Wolałabym przenieść to uczucie na kogoś innego, kto byłby tego wart. Każda dziewczynka marzy o swoim księciu na białym koniu a ja aktualnie marzę o tym by ten aktualny książę zabrał wszystkie swoje manele, razem z pustymi słowami i wyprowadził się z mojego serca. Wstydzę się tego uczucia. Nie chcę go. Luksus przywiązania, na jaki sobie pozwoliłam teraz domaga się zapłaty.

04 czerwca 2008

Dress code

Dziś miałam kolejne spotkanie w sprawie praktyk. Oxford Tower w samym centrum Warszawy, 30 pięter, 10 wind, styl, wdzięk i elegancja. Oraz krawaciarze. I jak tam weszłam to ani na trochę nie straciłam na pewności siebie. Nawet jak jakiś dyrektor czy inny prezes uśmiechnął się do mnie w windzie gdzieś pomiędzy 15 a dwudziestym piętrem. Chyba nawet puścił do mnie oko ale nie jestem pewna. Pani z firmy X potraktowała chyba rozmowę jako formalność chcąc sprawdzić osławioną już ,,komunikatywność" czyli czy kandydat potrafi wydukać z siebie kilkanaście zdań po polsku i odpowiadać na pytania adwersarza. Potrafiłam. Nawet ze dwa razy rzuciłam jakiś żart. Do końca rozmowy miałam wrażenie jakbym już te praktyki miała zacząć od jutra. Jak wychodziłam, Pani powiedziała ,,do zobaczenia". To chyba dobrze, nie? Tak oto zaczynam moją wielką karierę na szczyt w branży HR. I komu to zawdzięczam? Tylko i wyłącznie sobie.
Więc muszę zrobić lifting szafy. To znaczy dress code w firmach z okolic centrum i ronda ONZ mają specjalny. Tak pomiędzy casual city a schic evening zachaczając o classical elegance. Wychodzi z tego chybryda lnianych spodni, krótkich spódnic, satynowych bluzek, bieli, czerni, szarości, gładkich tkanin i delikatnej biżuterii. I często źle dobranych butów. Zgroza! Gdzieniegdzie przebija czerwony i zielony akcent. Czasem widzę też kobiety ubrane tak jakby dopiero wyszły spod igły krawieckiej. Tylko problem w tym, że len się gniecie niemiłosiernie a ja nie lubię czarnego. Czarny kojarzy mi się z żałobą i t-shirtami z kretem. Chociaż w końcu do wszystkiego można się przyzwyczaić. Czerń w odcieniu węgla to jest myśl. I dzięki Bogu mamy klimatyzację.

Rozśmieszyła mnie dziś cisza. Była tak strasznie żałosna, że aż cały dzień się z niej śmiałam.

A biała róża w mojej skrzynce na listy była pięknym akcentem kończący ten dziwny ale fascynujący dzień. Który trwa nieprzerwanie od dwóch miesięcy.

17 maja 2008

Subhan Allah

Święci Pańscy, Święta Anno, Judo Tadeuszu i Święte Boże! Do czego to doszło. Ludzie się za mną oglądają na ulicy. P. mówi, że to mój wewnętrzny blask. Czy coś o promieniowaniu było:) Ale P. zwykle ma rację więc może coś w tym jest. A w PSZK dziewczyny mnie co i raz chwalą, że tak dobrze wykonuję swoją robotę. Nie wiem czy to taka HRowa strategia czy to rzeczywiście prawda.

Z ostatnich odkryć kulturalnych: Najnowszy film z Shahrukhiem Khanem w Polsce! ,,Om shanti om” obejrzałyśmy z Alą i jej koleżanką przy rozhisteryzowanym pisku gimnazjalistek z zapartym tchem. Nie wiem jak Ala ale ja po raz kolejny zafascynowałam się tym człowiekiem. Jak on potrafi patrzeć na kobietę:) A sam film- cud, miód i dużo Shahruka w koszulce przylepiającej mu się do klatki piersiowej. I dużo Shahrukha bez koszulki. Tylko w spodenkach. A Deepika, aktorka od głównej roli kobiecej jest śliczna. Szczególnie ucharakteryzowana na gwiazdę z przed trzydziestu lat. No i Shahrukh- wersja seksowny robotnik rządzi. Shahrukh, zreperuj mi kran:)
Drugie odkrycie to Feel. Ten zespół taki. Jej, rośnie nam godny następca Robbiego Williamsa. Przynajmniej dla mnie. Ten głos, taki wibrujący, wysoki. Nawet nie potrzebuje syntezatora żeby osiągnąć taki przejmujący efekt. Ten głos kojarzy mi się z łąką pełną kolorowych kwiatów albo z cichym wieczorem kiedy już zaszło słońce ale jeszcze nie zrobiło się ciemno.
Po trzecie szafiarki. Szafiarki to taka społeczność internetowa dziewczyn, które opisują na swoich blogach w co się ubierają a nawet robią temu zdjęcie. I w większości przypadków dobrze się ubierają. I robią temu dobre zdjęcia. Zerknijcie na Szafę Sztywniary i Lookbook. Podziwiam dziewczyny za ich inwencję, charyzmę, wyczucie stylu. One po prostu uwielbiają bawić się ubraniami, stylami. Łączą to co aktualnie modne z ponadczasowymi wzorami i tworzą własny, niepowtarzalny image. Też bym tak chciała. Bo aktualnie poluję na buty na obcasie i jak na razie bez skutku. Ale ja wytrwała i uparta jestem.

A tako rzecze mistrz Weird Al Yankovic:
My life is brilliant
Your life’s a joke
You’re just pathetic
You’re always broke
Your homemade Star Trek Uniform
Really ain’t impressin me
You’re sufferin from delusions of adequacy.

09 maja 2008

Kabhi Alvida naa Kehna

,,Twój tatuś na tym weselu jak ze mną pierwszy raz tańczył to powiedział, że mnie kocha i zawsze będę jego. To mu się zaśmiałam w twarz.”

Moja mama poznała mojego tatę na weselu znajomych. Ona była świadkiem panny młodej a on świadkiem pana młodego. Ona- lat 20, on 24 lata. Po trzech latach ślub a po kolejnych trzech latach pojawiłam się na świecie ja. I niezmiennie odkąd jestem świadoma siebie i świata, odkąd sięgam pamięcią zachwyca mnie precyzja z jaką wszystko w ich życiu się dzieje. Idealne dopasowanie, idealny wiek, idealne relacje, idealne wpasowanie się w role społeczne, rodzinne. Podobno nie ma ideału ale oni akurat od tego ideału są niezwykle blisko.

Dostałam obuchem w łeb ale się otrzepałam i wstałam. I do końca życia będę pamiętać te dwa lata przez pryzmat ich zakończenia. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że można mieć tak mało odwagi, stylu i honoru. A może wiedziałam tylko nie chciałam widzieć. Smutne. Kłamać mnie i sobie przez dwa lata. Chciałoby się zawyć z rozpaczy. Chociaż może należałoby współczuć.

I zadziwiające jak wiele może się zmienić przez miesiąc czasu. Jak wiele może się zmienić w moim postrzeganiu siebie, w moim zachowaniu, nawet w wyglądzie.

I dopisek uprzedzający fakty: nie piszę tego by przekonać siebie czy innych do czegoś. Nie piszę tego z zamiarem wylewania żalu i goryczy bo po prostu nie warto. Nie piszę tego w celach strategicznych bo też nie będę zniżać się do pewnych poziomów. Piszę bo lubię pisać. Piszę bo jestem niedoskonała. Piszę bo jestem. Zawsze będę. Piszę bo chcę.

Time

Czas jest bezwzględny dla wszystkich bez wyjątku i po równo traktujący każdego. Płynie swoim trybem, stale ustalonym tempem. Sekundy, minuty...